PINK WINDOW

Every beloved object is the center point of a paradise.





Aquarium, german lithography at greyherbert’s flickr stream

Dear PINK’s

Opublikowałem ostatnio dwa felietony w “Zwierciadle” (kwiecień – Iluminatory, maj – Megamiasto). Pierwszy z nich poświęcony jest mojej młodzieńczej akwariowej przygodzie – ponieważ rzecz jest o raju pozwalam ją sobie przywołać na różowym forum.

Iluminatory

Pierwsze akwarium miałem już jako konkretny brzdąc. Falowały w nim wstążki trawy wodnej, buszowały ceglastoczerwone mieczyki, pręgowane danio, pstre gupiki – przedszkolny standard. Rybki się mnożyły, małe czarne kuleczki wpatrywały się we mnie spomiędzy zielonych wodorostów, moja kotka Szarusia namiętnie mieszała w nim pręgowaną łapą.
Temat powrócił, kiedy miałem lat mniej więcej jedenaście. Wczesne lata 80. Słuchaliśmy już w tedy Kiss-ów, czytaliśmy Lema, po kątach z płonącymi uszami oglądaliśmy “plajboje”, ale, mimo iż tacy “dorośli”, byliśmy wciąż dzieckiem podszyci i wodne mikro-światy doskonale wpisywały się w naszą naturalną potrzebę fantazji. Byliśmy hodowcami. Ja miałem słabość do kolorowej drobnicy i do potworów. Migocząca chmura neonków rozświetlała wodną toń, w okolicy dna kłębiły się stwory rodem z koszmarnych wizji Lovecrafta: glonojady, Loricarie, kirysy i kiryśniki. Moim największym marzeniem były wtedy cierniooczki Kuhla. Drobne, niesamowicie barwne piskorki o pyszczkach jak wąsate żelazka: pomarańczowe i czarne pierścienie wywoływały w moim słomianym łebku wizje tropikalnych cudów Jawy i Sumatry. Znałem je jednak głównie z kupowanych w ośrodku NRD książek. Podobnie jak czarne, czerwono-ogoniaste Labeo i sumiki szkliste – niepojęte żywe szkieleciki, były wtedy praktycznie niedostępne na polskim rynku.
Miałem obsesje roślin – do moich ukochanych należały wodny mech i paprocie: plamiste Microzorium i czarna, niezwykle wolno rosnąca elegantka – Bolbitis. Do dziś dostaję gęsiej skórki na dźwięk tych nazw. Moim idolem był Bogusław Ziarko – pierwszy człowiek, który wprowadził do Polski koncept akwariów holenderskich – horyzont roślinny wypełniał szczelnie tło w tych “barokowych” zbiornikach. To dopiero była bajka. Jego malutki, do dziś istniejący sklepik przy warszawskich sądach był prawdziwą mekką mojego dzieciństwa. Chodziło się tam nie tyle po to, żeby coś kupić, ile żeby podziwiać jego zielone uniwersum.
Doroczne wystawy akwarystyczne w Pałacu Młodzieży budziły nasz niepohamowany entuzjazm. Ziarko regularnie dostawał medale za swoje akwaria. Spotykaliśmy tam też innych “prawdziwych” akwarystów. Najlepiej pamiętam pewnego muzyka z filharmonii, którego odwiedzaliśmy w bloku przy Klaudyny. Jak każdy, miał tylko dwa pokoje: w jednym mieszkał wraz z żoną i dzieckiem, w drugim w zielonym półmroku trzymał bojownki, glonojady i złociste king kobry – ozdobione labiryntami łusek albinotyczne gupiki ciągnące za sobą “gigantyczne” wachlarze rdzawych ogonów kilkakrotnie przekraczające długość ich mikroskopijnych ciałek. Było coś uroczego w tym międzypokoleniowym porozumieniu, w poważnych rozmowach, jakie 40-letni mężczyźni toczyli z pętakami. Dorośli hodowcy byli naszymi bohaterami, choć relacje te nie były bezbolesne: gdy pewnego razu zobaczyłem jednego z nich ubranego – o zgrozo! – w fioletowy bistorowy garnitur o mało nie spaliłem się ze wstydu przed chłopakami.
Inne charakterystyczne postaci, które zniknęły już właściwie z warszawskiego pejzażu to sezonowi poławiacze dafni. Było coś hipnotycznego w tych zakutych w prochowce starszych panach, którzy stawiali swoje wytarte skórzane aktówki na brzegach stawów i glinianek, by później godzinami z namaszczeniem wodzić w mętnej toni siatką zrobioną z pończochy. Zimą po żywy pokarm jeździło się na Pragę. Stalowa, Szwedzka – dla mnie, chłopaka z Żoliborza, były to ekspedycje do zaginonego świata. Graliśmy wtedy namiętnie w pokera – przegrany musiał przywieźć Tubifex dla całej bandy. W lutym była to niezła katorga – zawsze jednak ktoś z kumpli dotrzymywał skazańcowi towarzystwa w tej odpowiedzialnej misji.
Żwirek do akwariów kradliśmy z warszawskich filtrów – piasek był dla frajerów. Skok przez mur, czołganie się na brzuchu, przypadanie do ziemi z bijącym sercem na widok przejeżdżającego meleksa. A potem dzika frajda, kiedy pękający w szwach “zetempowski” plecak mamy znalazł się już bezpiecznie po drugiej stronie ogrodzenia. Ucieczka z oflagu, szemrana historia – “Boso, ale w ostrogach” w naszym szczeniackim wydaniu.
Najważniejsze i najpiękniejsze jednak były wyprawy na giełdę pod Mostem Poniatowskiego – przez  listopadowe mroki, brudnym tramwajem, w którym tliła się co trzecia żarówka. U kresu nocy czekała eksplozja koloru: ogrzewane błękitnym płomieniem pastylek spirytusowych akwaria stojące na maskach fiatów i trabantów. Pożoga tęcz: żywe klejnoty, obiekty pożądania. We łbie wirowało mi od egzotycznych nazw: Jawa, Sumatra, Borneo – Boże, jak ja chciałem się tam kiedyś znaleźć – brodzić z siatką w leniwym nurcie azjatyckich rzek.
Już jako człowiek dorosły wielokrotnie myślałem, że nie przez przypadek głównym akwarystycznym ośrodkiem PRL był Śląsk. Chorzów, Katowice – doskonale wyobrażam sobie te bure miasta, pokryte węglowym pyłem szyby. Zwalistych, znużonych facetów, którzy po powrocie do domu siadają w fotelach przy akwariach. Ich zmięte koszule, filcowe kapcie, spowite dymem z Extra Mocnych twarze wpatrzone w pulsującą kolorem zieleń. Kapitan Nemo nie miał fajniej w swoim Nautilusie. To były prostokątne iluminatory – okna w szarości z widokiem na tropikalny raj.
Maurycy Gomulicki, luty, 2012, Mexico DF

PINK NOT DEAD!

maurycy



Aquarium, vintage illustration at alexday58’s flickr stream

check also:

Pink Aquarium

Beautiful 1680 liters aquarium

GREEN PINK



Pink Fish, John Harvey, Hong Kong, 2009

PINK LOLITA

Between the age limits of nine and fourteen there occur maidens who, to certain bewitched travelers, twice or many times older than they, reveal their true nature which is not human, but nymphic (that is, demoniac); and these chosen creatures I propose to designate as ‘nymphets.’





Pink Lolita via The Little Life Thief ★ エロ♡可愛い

Dear PINK’s

I don’t think that Nabokov or Carroll ever dreamed that their subversive little divas will become erotic fantasy standard at the beginning of XXI century. Lolitas, in all the range of phenomena – from plain schoolgirl to sophisticated Gothic Lolita – rule over the Internet. The amount of blogs dedicated to them is uncountable. Otaku culture made a solid base here that was widely expanded by emo-alike followers. The mélange of kawaii and gore, hardcore sentimentalism, theatre of innocence, pseudo-rococo, post-romantic / post-baroque love-death obsession, however superficial, had become important components of the contemporary. It’s a fact. Actually never sex and death had been so close at the popular level. Japan lost the II WW but definitely win the final pop-cultural battle of the millennium. West is infected by perverse cult of deadly cuteness. Lolita has become a true icon of post-modernism.

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

PODLOTEK i DEMONY

PINK GAME PINK SWEETS

PINK SIDE OF THE DARK

PINK KNEES

PINK DREAMS

HENTAI GIRLS BETTER THAN REAL

TOO PINK

PINK ASIA XXX

Lolita Sweeta

t.A.T.u. Нас не догонят‪ (Live in Romania)‬

t.A.T.u. ‬Я сошла с ума‪ (Live in Poland)‬

Лесной олень

Ох уж эта Настя (full movie)

JUST VENUS (PINK BOMB)

Suis-je meilleure, suis-je pire qu’une poupée de salon?
Je vois la vie en rose bonbon.





Just Venus (Pink Bomb) by NDLC

Dear PINK’s

Today as a sort of appendix to previous post: Just Venus – quite charming post-Bellmerian ball-jointed monstrosity:

Name | Just Venus, Pink Bomb (LE)

Birth | 2010

Skin | Crystal skin Rose White

Body Size |

* Tall : 63.5cm

* Circumference of the head : 9~10 inch

* Eye ball size : 16~18mm

* Width of the shoulders : 11cm

* Circumference of the chest : 29cm

* Circumference of the waist : 14.2cm

* Circumference of the hips : 39cm

* Foot size : 6cm

VENUS VENTUS TEMERARUS

PINK NOT DEAD!

maurycy



Just Venus (Pink Bomb) by NDLC

check also:

PINK DOLLFIE

PINK PYGMALIONISM

PRETTY POLLY

THE BIRTH OF VENUS (1988)

ROSE VIOLÉ

…non seulement elle en était idolâtrée, mais aussi faible que sensible, elle avait malheureusement laissé déjà cueillir à son délicieux amant cette fleur qui, bien différente des roses quoiqu’on les lui compare quelquefois, n’a pas comme elles la faculté de renaître à chaque printemps.



Hans Bellmer frontispiece for Sade’s “Justine” via Pazzo Books

Dear PINK’s

Today Raped Pink of Hans Bellmer.

Rose au cœur violet

Se vouer à toi ô cruel

A toi, couleuvre rose

O, vouloir être cause

Couvre-toi, la rue ose

Ouvre-toi, ô la sucrée

Va où surréel côtoie

O, l’oiseau crève-tour

Vil os écœura route

Cœur violé osa tuer

Sœur à voile courte — écolier vous a outré

Curé, où Eros t’a violé — où l’écu osera te voir

Où verte coloriée sua — cou ouvert sera loi

O rire sous le couteau

Roses au cœur violet

Nora Mitrani / Hans Bellmer, 1950

PINK NOT DEAD!

maurycy



Hans Bellmer Oeuvre Grave by Andre Pieyre De Mandiargues



Hans Bellmer La Cephalapode Double, 1965 (my friend Michał bears this one on his ribs)

check also:

Hans Bellmer La Bouche 1936

PINK NYMPHAEUM

PINK ELEPHANT

Girls, girls! Listen! Have I got a trunk full of dirt?





ELEFANTE_ROSA, MG, 2012

Dear PINK’s

Public sculpture in a children playground in one of Mexico City parks. Part of wider series of different animals. 60’s I guess – we published several images of them in ABCDF – Visual Dictionary of Mexico City – I will try to check exact data on it but unfortunately I don’t have copy at hand right now. Recently the whole playground at Pushkin Park was repainted and the elefant turned pink to my delight 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

Frank Kozik‘s Dr. Bomb (pink version)

Waliszewska: Różowy słoń z książki Sergiusza Piaseckiego “Bogom nocy równi”

PINK MESH

The mysterious veil hints at sensuality and the unknown.





CONCRETE LACE PINK_1508

Dear PINK’s

Concrete Laces had been my passion for quite a time now. I am coming from the land of the solid winter bunkers so transparency in the tropical architecture was a nice surprise for me. Mexico, Cuba and Southern Asia are rich in “perforated screen walls”. See trough, concrete meshes – !WoW! Very clear sample of United Antonyms: Common and Sophisticated / Rough and Fine – geometry’s lyrical potential in the full bloom.

PINK NOT DEAD!

maurycy



CONCRETE LACE PINK_1520

check also:

PND! Concrete Lace 01

PND! Concrete Lace 02

PND! Pink Flautist

CONCRETE BLOCK WALLS Flickr Pool

PERFORATED SCREEN WALLS Flickr Pool

CONCRETE LACES Photo Set on my Flickr

PINK WORDS

Entre tant de beautés que partout on peut voir,
Je contemple bien, amis, que le désir balance;
Mais on voit scintiller en Lola de Valence
Le charme inattendu d’un bijou rose et noir.

Dear PINK’s

Tym razem mała próbka “różowego” językoznawstwa. Od kilku lat jestem szczęśliwym posiadaczem amerykańskiego słownika terminów seksualnych pt. “Libido“. Monolit ten zestawił J. E. Shmidt, Ph, B. S., M.D., Litt. D., President of The American Society of Grammatolators, Chairman of National Association on Stadard Medical Vocabulary [Uff!], adnotacja na obwolucie informuje nas, że jest on Avialable only on direct order from the publisher. All orders from undergraduate students must be endorsed by a member of the faculty. [Oh!] lecz co kuriozalne termin Pink w żadnym związku frazeologicznym w nim nie występuje. Pod literą P zdecydowanie dominującą pozycje zajmuje Phallus – 188 haseł, Penis pozostaje nieco w tyle (48) pojawia się oczywiście Pimp lecz zaraz po nim straszy Pinch hit*… – cóż wygląda na to, że w roku pańskim 1960 grypsy takie jak: 2 in the pink and 1 in the stink, Hot pink russian earmuffs czy Pink sock siedziały jeszcze w otchłaniach szafy. (Co wydaje mi się nieco podejrzane zważywszy, że Mr. Shmidt [Ph, B. S., M.D., Litt. D. etc.] swą publikację dedykuje tajemniczemu Olivierowi – ale niech będzie – “Jestem człowiek zgodny i nie lubię się kłócić” – rzekł Izrael Hands i celnym strzałem w ucho położył O’Briena na miejscu.) Slight dissapointment but anyway książeczka to nad wyraz smakowita – znajdziemy w niej pozycje takie jak: Palliase (1), Pansyland (2), Pareunophilia (3), Pareunophrenia (4), Peacherino (5), Pearls (6), Phallioloquence (7), Pigeonhole (8), Pullet (9), Putz (10), które powinny nam zrekompensować to karygodne manko. Moja żądza słowa została jednak ostatnio nagrodzona – wypatrzyłem u znajomego (nomen omen w pokoju dziecinnym (!?) paralelną współczesną (2010) francuską publikację. Jej autorka – Agnès Pierron nie obwarowuje się tak bujną tytulaturą ale niewątpliwie wykonała kawał solidnej “różowej” roboty. “Dictionnaire des mots du Sexe” ma ponad 900 stron, a róż zajmuje w nim poczesne miejsce. Strukturę ma ta cegiełka dość pekuliarną ale reaserch i egzemplifikacja są na piątkę z plusem – wszystkich gorących frankofilów zachęcam do lektury. Poniżej (dla zachęty) różowe fragmenty 😛

PINK NOT DEAD!

maurycy

Agnès Pierron
“Dictionnaire des mots du Sexe”
(sélection des mots rose)

COULEURS

ROSE

Les parties roses : le sexe de la femme.

Variante baudelarienne : le bijou rose et noir

La Langue rose : la manière de s’exprimer des amoureux.
À côté de la langue noire des savants, de la langue blanche des bourgeois (on dirait, aujourd’hui, la langue de bois), de la langue verte du peuple.

Le placard rose : les mœurs des clients à passions.
Les employés de la Mondaine appelaient ainsi, avant la Fermeture (des maisons closes) en 1946, les rapports des hommes à passions ; pour s’en amuser.
Certains demandaient à se faire enfoncer des épingles dans le corps ; d’autres se déguisaient en bébés ‘ d’autres encore avaient le complexe ancillaire et exigeaient de la fille de porter le petit tablier blanc. Il y avait, aussi, les stercoraires, les amateurs d’excréments.

Les ballets roses : les partouzes en compagnie de jeunes filles.

Le téléphone rose : le retape par téléphone interposé.

Le site rose : les contacts par internet interposé.

Le triangle rose : le quartier du Marais, à Paris.
C’est le quartier de prédilection des homosexuelles.
Le triangle est, a priori, lié au sexe : il désigne le pubis.
Le triangle de Bermudes est un espace d’ atterrissage des avions jugé dangereux : la femme et son delta font peur.

p. 273-274

FLORE

ROSE

Dire des roses : dire des choses aimables, faire la cour (XVIIIe siècle).

Variante: conter fleurette.

La rose est valorisée. En témoigne cet adage rimé et patoisant, cite par Marcel Proust dans Du côté chez Swann :

“Qui du cul d’un chien s’amourose,
Il lui partaît une rose.”

Jouer avec les roses de Vénus : caresser une femme en manière de préliminaires.

“(…) il tient furieusement au plaisir (…). Charmant à une toilette, intègre sur les fleurs de lys, sa main joue avec les roses de Vénus (…).” (Godard d’Ancour, Thérmidore, 1745).

Équivalent contemporain : avoir la main baladeuse.

La rose : le sexe de la femme.
Chanson :

“Non Lucas, tu n’auras pas ma rose,
Non Lucas, u n’auras rien…
Monsieur le curé a défendu la chose (…).”
“En quatre mois, la marchandise [Juliette] est successivement vendue à près de cent personnes ; les uns se contentent de la rose, d’autres plus délicats ou plus dépravés (car la question n’est pas résolue) veulent épanouir le bouton qui fleurit à côté.” (Sade, Justine, ou les malheurs de la vertu, 1791)
“Le désir la picote
Sous sa cotte,
Et souvent elle doit
Metter un doigt
Qui longtemps se repose
Sur la rose.” (Théophile Gautier, L’Épouser de famille, XIXe siècle, in Anthologie de la poésie érotique)

Variantes longues : la rose mystique, la rose des prés

Cette dernière locution fait d’autant mieux image qu’elle associe deux composantes visibles du sexe féminin : la fente et le mont de Vénus, le souris vertical et le barbu.

Donner sa rose : donner sa virginité
La rose ente dans la composition d’une décoction destinée à faire recouvrir aux filles qui ont vu le loup, l’apparence de la virginité : astringent de vinaigre, de gland, de prunelle sauvage, de myrrhe, de roses de Provins et de bourgeons de cyprès.

Un roman à l’eau de rose : une littérature sentimentale, douceâtre, pour les jeunes filles, l’eau de rose étant associée à la virginité.

Équivalent : un roman de gare.

Cueillir la rose : prendre la virginité d’une jeune fille.

“On me dira, qu’un Baron ayant trouvé aux champs une Bergère qu’il aimait donna son cheval à garder à son laquais , et la mena en un lieu écarté où il voulut cueillir la rose : (…), elle ne lui tira les bottes qu’à demi s’enfuit, le laissant là si empêtré, qu’au premier pas qu’il voulut faire pour la poursuivre, il se laissa tomber entre des épines qui lui déchirèrent tout le visage.” (Charles Sorel, Histoire comique de Francion, 1623)

Le bouton de rose : le clitoris
En guise de superstition pour conjurer le sort, Guy de Maupassant écrit à Gustave Flaubert, dans une lettre datée du 18 février 1879, avant la représentation privée de sa pièce À la feuille de rose, maison turque : “Je touche le bouton de Sœur Clitoris” un équivalent de “Je croise les doigts”.
Un jeu de mots lié au fait qu’il y a bouton et bouton “

” Au lieu d’y [au bordel] rencontrer des roses,
On n’y trouve que des boutons. ” (L’intrigue au bordel, vaudeville ebn un acte, in Théâtre érotique français du XIXe siècle)

Cueillir un bouton de rose sur le nombril : coïter
Le bouton de rose, en l’occurrence, pouvant renvoyer au clitoris. Ou bien : pendant le coït, le gland parviendrait jusqu’à la hauteur du nombril, l’imagine suggérant un pénis de bonne taille. Cette taille, une obsession masculine, se retrouvant dans cette expression cocasse : avoir une envie de pisser qui prend à la gorge.

La rose : le cul
Con ou cul, l’image active est celle de l’épanouissement et de la beauté. Selon les goûts de chacun.
Un nouvel exemple de la capacité de transgression – et de permisivité – du langage : les deux orifices les plus clivés en matière érotique, portent le même nom.

“[À Domo d’Ossola, en Italie] : (…) les lieux (…) étaient peints à fresque et représentaient des bosquets de roses qui s’épanouissaient comme des trous de cul de blonde avec une touche de pourpre au milieu. Il est fort agréable de s’accroupir ayant l’œil sur ces anus fleuris, ou sur ces fleurs anales, dépilant leurs pétales comme les fronçures d’un sphincter prêt à boire une pine ou à vomir un étron.”
Théophile Gautier, Lettres à la Présidente, 1855)
“Dans quel vertige ne tombe pas l’esprit qui se complaît au spectacle de sa proche chute, ô Néant, boche de l’anus, rose des acarus, fleur écarlate des boyaux et des intestins, grouillantes hémorroïdes, boucles, nœuds, serpentins, vermicelles, sanglant macaroni, sauce tomate, vomissure par en bas, serpent qui se mord la queue, s’avale, s’aspire, se vide, se remplit le ventre de vent, s’enfle, souffle, cornemuse, cacade refouée, zéro, zéro!” (Blaise Cendrars, Bourlinguer, 1948)

Faire feuille de rose : pratiquer le cunnilinctus, la caresse bucco-anale.

Au debut de XXe siècle, une fille du maison close refusant de faire cette caresse à un client, s’exprimait ainsi : “Chez moi, les feuilles ne poussent pas.”

“Tout ce que l’art peut inverter fut mis en usage : nous avions la nature à nos ordres. Le moindre obstacle ne fut mis à nos empressements ; on écarta tout ; nous donnâmes l’exclusion à une feuille de rose. ” (Godard d’Ancour, Thérmidore, 1745).
Ah, faites-moi feuille de rose,
Prenez en pité mon aveu :
C’est une langue que je veux,
C’est mon cul que je vous propose. ” (Guillaume Apillinaire, Poésies libres, début du XXe siècle)
“Ne faites plus honte à une jeune fille qui vient d’exécuter sur le trou de votre cul ses plus savantes feuilles de rose. Elle l’a fait certainement dans une bonne intention.” Pierre Louÿs, Manuel de civilité pour les petites filles à l’usage des maisons d’éducation, 1919)

Mais les feuilles de rose plus célèbres sont la yole de Guy de Maupassant, sur laquelle il aimait canoter dans les environs de La Grenouillère, ainsi que sa pièce de théâtre À la feuille de rose, maison turque, créée le 15 mai 1877 dans l’atelier du peintre Becker, au 26 de la rue de Fleurus, à Paris.
Reprise le 31 mai de la même année dans l’atelier du peintre Maurice Leloir, la pièce fut représentée devant huit femmes élégantes, qui y assistaient masquées, tandis que Gustave Flaubert disait à l’oreille d’Émile Zola : “Nom de Dieu… que c’est rafraîchissant ! ” L’auteur du Jardin des supplices, Octave Mirabeau, tenait le rôle de Beauflanquet.

Variante : faire pétale de rose.

La rose de vents : le trou du cul.
L’image joue sur les plissures rayonnantes de cet orifice, sur les vents susceptibles de lui échapper et, en même temps, sur la reine des fleurs, la rose.

Variante : la rosette.

Se faire déplisser la rosette : se laisser sodomiser.

“Ainsi vous n’aviez pas attendu vos vingt ans ni même vos seize pour vous faire déplisser la rosette ! Quatorze ans, c’est la belle âge por s’y mettre : la tête y invite, le pudeur y consent, la nature s’y prête et chacun y trouve son compte. ” Jacques Cellard, Mi-sainte, mi-touche, 1994)

Être de la rosette : être pédéraste.
Il s’agit, ici, d’une autre rosette, celle de la Légion d’honneur (voir ROSETTE dans la section “Objects”).

Variante longue : Être chevalier de la rosette.

Le rhoudoudou : la vulve
Du grec “rhodos”, la rose
Le rhoudoudou, c’est la ” petite rose ” (voir ROUDOUDOU dans la section ” Nourritures, boissons et friandises “). En passant de la vulve à la friandise, le mot perdu son ” h “.

p. 315 – 318

OBJECTS

ROSETTE

Prendre de la rosette : être homosexuel actif.
Allusion à la rosette de la Légion d’honneur.

p. 629

NOURRITURES, BOISSONS ET FRIANDISES

ROUDOUDOU

Aller au roudoudou(x) : coïter (début du XXe siècle).
Le roudoudou, du sucre coloré dans un vrai coquillage, évoque le sexe féminin. Cette friandise était très appréciée des filles dans les maisons de tolérance.

Lécher le roudoudou : pratiquer le cunnilinctus.
Aujourd’hui, le roudoudou a perdu son ” x “, ce qui est révélateur, puisqu’il est réservé aux enfants et plus aux filles de joie… Il n’appartient plus au registre du ” x “. il a perdu aussi son ” h “, le mot venant du grec ” rhodos ” : la rose, la vulve.

p. 562-563

Agnès Pierron
Dictionnaire des mots du Sexe
Balland Éditeur, 2010 Paris
ISBN : 978-2-35315-079-3



Agnès Pierron via Le blog officiel de Femmes pour toujours

* … The cuckold, phallate the wife of another when the other is unable or away.

(1) … A whore as an inferior phallating target, in allusion to paillasse, a cheap, straw filled mattress.
(2) … The world, real and imaginary, of male homosexuals.
(3) … Fondness of sexual intercourse.
(4) … A state of mind dominated by thoughts of or a carving for sexual intercourse.
(5) … A young attractive girl even better tan a Peach (… An attractive young girl who, if squeezed, squeezes most delectably.)
(6) … Bits of dried mucus or seminal fluid found in and around the vulva.
(7) … Phallic sweet talk, i.e. a phallic cavorting in the female hopper or pudendal hiatus.
(8) … The space between the labia of the female pudendum.
(9) … A young girl, pudendally speaking.
(10) … The male rhizome which has a natural pudendotropism for the female lower hawsehole

check also:

Tomek Kozak: RÓŻOWA MASKA NOWOCZESNOŚCI

GEOMETRIC PINK

La bienséance est la moindre de toutes les lois, et la plus suivie.





Geometric Porn App by Luciano Foglia Play Video

Dear PINK’s

Geometric Porn App has been rejected by Apple Inc.

Feb 1, 2012 05:47 PM
Apple: Reasons for Rejection:
16.1: Apps that present excessively objectionable or crude content will be rejected.

I’m a Mac user since 20 years and the only thing I can say is:

what a pussies…

PINK NOT DEAD!

maurycy



Geometric Porn App by Luciano Foglia Play Video

check also:

FERTILITY POP

DEITIES

MEXXXICO

Warning! U must to be logged flickr user (free) and have Safe Search filter switched to OFF to see most of the images in those sets.

NIEDZIELNY RÓŻ (ROSE MACABRE)

– jest w tym przyjemność okropna i szkoda, żem dopiero na to przyszła. Uczucie to szalenie błogie, tak błogie, że z nadmiaru szczęścia zdaje się, jakoby człek miał umrzeć.



Leopold Sacher-Masoch “Lola”



Clovis Trouille, Les Palais des merveilles (full color), 1907

Dear PINK’s

Od X czasu powtarzam sobie, że Clovis Trouille musi znaleźć się na różowym blogu – donc, Voilà! Tekst napisałem dla Machiny 14 lat temu – to było wtedy naprawdę fajne forum. Myślę, że cały czas dogadałbym się z tamtym mną 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

Gabinet figur marcepanowych Clovisa Trouille’a

Clovis Trouille – arcykapłan Wielkiego Fetyszu, najniepokorniejszy spośród malarzy niedzielnych, nawet w swej ojczystej Francji pozostaje wciąż malarzem zapoznanym. W czasach wielkiej penetracji popkultury, wchłaniającej łapczywie z minionych dekad wszystko, co efektowne i przerysowane, zdaje się to paradoksem. Wielkie polowanie na kolor, formę, na różnokształtną zmysłowość dawno rozpoczęte, różowa bandera kiczu triumfalnie powiewa nad współczesnym światem, de Sade trafił pod strzechy, a lukrowane pornogramy metafizyczne małego Francuza ciągle skrzą w cieniu. W każdym większym opracowaniu dotyczącym surrealizmu można natrafić na wzmiankę o nim, jedną lub dwie reprodukcje, lecz nic więcej. Nie był ważny, ale był jedyny.

Trouille urodził się w roku budowy wieży Eiflla 1889, u schyłku wieku, w kołysce więc już oddychał powietrzem przesyconym oparami dekadencji. Jego edukacja artystyczna, obok l’Ecole des Beaux-Arts, to typowe lektury pokolenia surrealistów (Freud, Rimbaud, Sade) z którymi związany był zresztą w dosyć luźny sposób. Poznał bretona, uczestniczył w kilku wystawach surrealistów. Dość szybko jednak się od nich odciął, cierpiał jak wielu artystów na chroniczną megalomanię, zagłębiał się coraz bardziej w świat swoich erotycznych fantazji. Na pierwszą indywidualną wystawę musiał czekać aż do 1963 roku – galeria w obawie przed skandalem byłą otwarta jedynie dla zaproszonych gości. Namalował niewiele ponad sto obrazów, zmarł w Neuilly sur Marne w 1975 roku. W jego dość monotonnej biografii na uwagę zasługują dwa fakty: brał czynny udział w pierwszej wojnie światowej na frontach Szampanii i Pikardii, a od 1925 roku pracował nieprzerwanie (aż do emerytury) jako makijażysta w paryskiej fabryce manekinów. Fakty te można uznać za kluczowe dla interpretacji jego twórczości. Blisko 10 lat spędzonych w wojsku zaszczepiło w nim szczerą nienawiść do wszelkich struktur i form kontroli (również dla kleru). Epizodyczna praca projektanta w paryskich żurnalach mody (1912 r.) i lata spędzone pośród manekinów pozwalają lepiej zrozumieć pochodzenie kreowanego przezeń ideału kobiety-idola. Te dwa przeplatające się motywy, degradacja człowieka do roli lalki i fascynacja kostiumem, będą przewodnim motywem jego malarstwa.

Życie Trouille’a to wielka ucieczka od realnego świata – melanż mieszczańskości i metafizyki, wielka tęsknota za erotyczną przygodą zapisywana cienkim pędzelkiem na malutkich blejtramach. Jego pierwszy zdeklarowany w charakterze obraz to namalowany w wieku lat 18 Palais des merveilles (Pałac cudów) łączący motywy secesyjne z estetyką jarmarcznej budy. To pierwszy z cyklu kiczów ostatecznych i symbolicznych, jakie tworzyć będzie do końca dni swoich. Motyle kwitnące pod krągłymi pachami dam, prezerwatywy z baranich jelit i czarny pudelek w koloratce prężący różowy zadek – oto teatrum Trouille’a. Galeria bachantek o sterczących piersiach z dumnie ciemniejącymi talerzykami sutek, gdzie tiara i pastorał obok kirasjerskiego kasku i kapelusza z piórami tworzą jedyną w swoim rodzaju, spójną całość. Zasadnicza formuła jego malarstwa już się nie zmieni. Po okresie twórczości obfitującym w obrazy przedstawiaķjące sceny uliczne, fety, zdemobilizowanych żołnierzy, prostytutki, marynarzy i atletki, nastąpił okres obrazów buduarowych. Wspólna jednak dla jednych i drugich teatralność, powtarzające się motywy, a przede wszystkim atmosfera tandetnej cukierkowej zmysłowości obecna we wszystkich pracach, nie pozwala na postawienie pomiędzy nimi wyraźnej granicy. Swoistą odrębną całość stanowi tryptyk pogrzebowy: kondukt, pogrzeb a wreszcie grób artysty (umieszczony pomiędzy grobem Lautremonta* i Sacher-Masocha), i tu jednak lubieżne płaczki świecą krągłościami, obwąchują się korowody małych piesków, nietoperze przesłaniają kobiece łona, a palące papierosy zakonnice, noszące ślady uścisków demona na biodrach, odbierają telefony prosto z piekła. Motywy religijne będą powracać zresztą wielokrotnie – w malarskiej garderobie Clovisa Trouille’s nie mogło zabraknąć habitów. Do częściej reprodukowanych obrazów należą zresztą Dialogue au Caramel (Rozmowa u Karmelitanek) i Rêve Claustral (Sen klasztorny) – całujące się siostry, pończoszki, gromnice. Obrazoburstwo w imię rozkoszy – infantylne i słodkie.

Archetyp kobiety Trouille’a to ostateczny collage z Mae West, Marleny Dietrich i Giny Lolobrigidy aż do uzyskania kliszy skrajnie esencjonalnej. Jego idole są wulgarne i wyidealizowane do całkowitej utraty wszelkich śladów osobowości – lecz czy wulgarność i taka właśnie zatrata w wykreowanym na modłę ołtarza ciele nie są nierozłącznymi atrybutami atrakcyjności seksualnej? Postacie rozpoznawane na obrazach Trouille’a to raczej panteon męski – jego wielcy: Sade, Caligari, Nosferatu, lecz i tych jest niewielu. Również mężczyźni roztapiają się w obietnicy uniwersalnej słodyczy seksualnej, której znakiem stają się dragońskie ostrogi czy marynarski kołnierz. Śmiechu warte, a jednak czyż nie jest słodko pozostać tylko kształtem dla wyobraźni, kształt tylko ofiarować i kształt otrzymać.

Pomysły Trouille’a wydają się banalne, szczególnie dziś, kiedy wymieszanie motywów i stylów, powielanie estetycznych klisz i kanonów znane jest nam tak dobrze z teledysków czy ilustrowanych magazynów. Wyobraźnia rodem z kina. Jednak ta marcepanowa diaboliczność i libertynizm mają atmosferę wręcz hipnotyczną. Banał w postaci czystej okazuje się niezmiernie pociągający. Kiście loków spływające po białych plecach. Cały obraz zbudowany wkoło pieprzyka na aksamitnej pupie – czy to nie piękne? Do moich ulubionych prac należy Le Bateau ivre (Statek pijany), na którym podziwać możemy grupę marynarzy ucztującą w towarzystwie dziwek na szalupie z wymalowaną na burcie dewizą anarchistów Ni Dieu ni maître (Ni boga ni mistrza). Rzecz cała ma miejsce pośród szalejącej nawałnicy, między wrakami tonących statków, w jednym z rozbitków rozpoznać możemy twarz Cezanne’a. Rozkoszna wizja katastrofy, która może nawrócić na grzech; magia czy iluzja?

Trouille malował i przemalowywał swe obrazki latami, w niedzielne popołudnia, na tarasie domu, w towarzystwie cichutko szydełkującej żony. Więc jednak marzenia, naiwność, spełnienie poprzez wyobraźnię. Cóż, wyobraźnia w seksie jest nie tylko miła, ale i konieczna. Z Trouille’a można się śmiać, ja tam się cieszę i wdzięczny mu jestem, że to właśnie podkradane z dziadkowej biblioteki reprodukcje jego obrazków wprowadzały mnie w świat marzeń erotycznych.

Oglądajmy więc te obrazki i niech gorący lukier krąży w naszych żyłach.

Maurycy Gomulicki, Machina, Luty 1998 **



Clovis Trouille, Luxure (full color), 1959



Clovis Trouille, Stigma diaboli (full color), 1960



Clovis Trouille, Mes funérailles (full color), 1940

check also:

Clovis Trouille, Justine (full color), 1937

Clovis Trouille, Le Magicien (full color), 1944

PINK ALLEUJA

RÓŻOWY RYJEK FRENCH PINK

* tego Lautremonta to wyprodukowała chyba moja robaczywa wyobraźnia – oglądałem dziś ponownie ten tryptyk i ani dudu :} anyway – pasuje, a że nie ciąży na mnie odpowiedzialność akademicka więc zostawiam “na wieczną rzeczy pamiątkę” 🙂

** tekst zasadniczo w wersji oryginalnej – dokonałem jedynie minimalnych poprawek: zamieniłem określenie zakonny na klasztorny a nieco dalej motto na dewizę, dodałem przymiotnik anarchistów i podszlifowałem nieznacznie całe to zdanie. Raz zmieniłem szyk wyrazów – zamiast “w czystej postaci” dałem “w postaci czystej”.

PINK ALLEUJA

Apage, apage Balaam, apage Isaakaron!



Jean-Jacques Lequeu Et nous aussi nous serons mères car… etching, 1793-1794 Bibliothèque Nationale. via Pinupmania

Dear PINK’s


Matka Joanna śmiała się wciąż przeciągle i opierała się dłonią o biały mur. Jednocześnie ojciec Suryn zauważył, że pod habitem zakonnicy dzieje się jakiś ruch. Machinalnie czynił wielokrotny znak krzyża nad nią, a ona, jak gdyby z trudem wydobywając spod długiej spódnicy swoją nogę, nagle bystrym ruchem podniosła w górę stopę obutą w prosty trzewik zakonny i z całej siły kopnęła ojca Suryna w kolano. Ksiądz zachwiał się pod niespodziewanym ciosem, a matka Joanna tymczasem prześliznęła się pod jego ramieniem, nie przestając się śmiać, i szybkim, jakimś mysim ruchem dobiegła do drzwi i znikła za nimi, zamykając je gwałtownie. Ojciec Suryn spojrzał za nią, a potem odwrócił wzrok na ścianę. W tym miejscu, gdzie matka oparła się ręką o mur, widniał na białym tle, jak wypalony, pięciopalcowy ślad krogulczej dłoni.
*

Wesołego Alleluja!

PINK NOT DEAD!

maurycy



Clovis Trouille Reve claustral oil, 1952 via Tenebrous Kate

* Jarosław Iwaszkiewicz

“Matka Joanna od Aniołów”

check also:

MORE PINK NUNS at PND! Blog

PINK CHARACTER NUN at PND! Blog