PINK LIMIT

She bit her lip and turned her head a little and looked at me along her eyes. Then she lowered her lashes until they almost cuddled her cheeks and slowly raised them again, like a theater curtain. I was to get to know that trick. That was supposed to make me roll over on my back with all four paws in the air.

Dear Pink

PINK NOT DEAD!

maurycy

“Go on home and wait for me,” I said soothingly.
She put her thumb up. Then she nodded and slipped past me into the hail. She touched my cheek with her fingers as she went by. “You’ll take care of Carmen, won’t you?” she cooed.
“Check.”
“You’re cute.”
“What you see is nothing,” I said. “I’ve got a Bali dancing girl tattooed on my right thigh.”

check also:

PINK DREAMS

PINK ASIA

PINK SUSHI

PINK PENTAGRAM

A w nocy – Szatana przyjąć dłoń,
w piekielnym wirze przeżyć szał…





self shot – author unknown (I lost the link in the sea of information – credits are welcomed)

Dear PINK’s

The Pink Side of The Devil – Let’s Make It in Hell 3;)

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

LE VOL MAGIQUE

SATANICO TROPICAL

PINK SNAKES NEST

KING SPRING

PINK BONFDAGE

PIXEL SHIBARI

SHIBARI / BONDAGE images at my Tumblr

PENTAGRAM BONDAGE DIY

Pink Pentagram Harness by Vomitus Creeper

Pink Pentagram Studded Biker Jacket by Toxic Vision

PINK 80

Sweet dreams are made of this…


Dear PINK’s

Lately I spent several hours going trough Lieutenant Cobretti’s Blog. Sentimental travel indeed – my painful & sweet teens. As a punk kid I was on the othere side of the aesthetic barricade at the time but now surely I’m ready for 80’s in all its Sexy Splendor. Damn! Those Girls Are So Hot! Almost Unreal 3:)

PINK NOT DEAD!

maurycy



Christy Canyon by Suze Randall

check also:

ELECTRIC PINK

DOLLS CAKE

PINK ROOTS

SECOND HAND

LETO, Warszawa, ul. Mińska 25, 27.IX.2013, 17.00-22.00





mural, 5 x 7.7 m, MG, 2013, Leto (originally in BW)

Dear PINK’s

Jeszcze jedna – czwarta (ostatnia tej jesieni) odsłona i zmykam do Meksyku – Welcome to:

Second Hand

Geometryczna gorączka, echa nowoczesności, flirt z op-artem – porządki, powtórzenia, podróbki. Osady i destylaty, widma i powidoki: awangarda z supermarketu i bazarowy modernizm. Duże jest małe, małe jest wielkie. To czego nie ma a jednak jest. Nowoczesność w domu i w zagrodzie, w kawiarni i na dansingu. Bibeloty i fatałaszki. Rytmy i wzory. W szponach sztuki? Wolne Żarty! Kontrabanda kultury. Dyskretny urok abstrakcji, nonszalancja form, antidotum dla koloru. Czarno-białe panoptikum. Ukłony dla Henryka Berlewi. Osmoza. 

PINK NOT DEAD!

maurycy



vinyl mural, h 3 m, MG, 2013, Leto (originally in BW) after porcelain decoration from 60’s, by J. Ciaś

Second Hand

Geometric fever, echoes of modernity, flirting with the Op art. Arrangements, repetitions, counterfeits. Settlements and distillates, specters and afterimages: the supermarket avant-garde and bazaar modernism. Large is a small, small is huge. What there isn’t yet there is. Modernity at home and in the field, in cafes and at the dance floor. Trinkets and attire. Rhythms and patterns. In the claws of art? No kidding! The contraband of culture. The discreet charm of abstraction, nonchalance of forms, an antidote for color. Black and white panopticon. Bows to Henry Berlewi. Osmosis. 

wystawa czynna do 31.X / open until 31.X

SECOND HAND Photo Set on Flickr

RÓŻOWA SYRENKA

Wypłynęła z Wisły
Srebrzysta Syrenka
Miała ogon rybi
Ta dziwna panienka.





Syrenka, neon, 3 m h, MG, 2013 [wykonanie ➽ Reklama Sp. z o.o. – Jacek Hanak ❤]

Dear PINK’s

Chodzi o Wdzięk / It’s All About Grace 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

Syrenka prezentowana jest w ramach wystawy:

Zdjęcie miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne
Nowy Teatr, Hala Warsztatowa
Kurator:
 Adam Mazur

wystawa czynna od 20 września do 24 listopada 2013
otwarcie 20. IX. godz. 20:00

SYRENKA Photo Set on Flickr

check also:

ŚWIATŁOTRYSK

FANTOM

FERTILITY POP

QUEEN

God Save The Queen!





Queen sculpture: resin, iridescent car paint, aprox. 3 m high

Dear PINK’s

Queen to kolejna, po poznańskim Obelisku i Open’er-owskim Totemie, wariacja na temat pomnika w jego postaci zasadniczej, czyli rozumianego jako erekcja formy z płaszczyzny. Mimo, iż cały czas mamy do czynienia z obiektem o charakterze fallicznym, to jednak w tym wypadku zdecydowanie bardziej kobiecym niż wspomniane realizacje – mam tu na myśli zarówno dynamikę bryły, jak i jej figlarny charakter, przy czym uwaga ta dotyczy zarówno kształtu, jak mieniącej się, tęczującej, zmiennej w kolorze powierzchni. Hasło “Mercedes” tworzy bardzo wyraźny, w moim odczuciu zdecydowanie męski kontekst. Natychmiastowe skojarzenia to czerń, chrom, luksus i władza. Mamy w tym wypadku do czynienia zarazem z legendą, jak i z obiektem kultu, a więc ze zjawiskiem niezwykle silnie sfetyszyzowanym. Proweniencja również nie pozostaje tu bez znaczenia. To stwierdzenie dość niepoprawne politycznie, lecz jeżeli damy sobie licencję na przyznawanie płci kulturze (a ponieważ interesuje mnie perspektywa popularna, uważam, że możemy sobie na to pozwolić) to jestem skłonny twierdzić, że kultura niemiecka, w dużej mierze utożsamiana (czy słusznie to już osobna sprawa) z tradycją pruską, jest swoistym stereotypem kultury męskiej. Dysponując takimi referencjami uznałem, że zasadnym i przyjemnym – a przyjemność to jak wiadomo mój konik – byłoby zawłaszczyć sobie z tego kontekstu maksimum potencjału, a jednocześnie dokonać swoistej wolty i stworzyć dlań przeciwwagę. W efekcie powstała Królowa.

PINK NOT DEAD!

maurycy

Queen

Stacja Mercedes / Warszawa Powiśle
20.IX.2013, godz. 19.00

koordynacja: Szymon & Ada (Fundacja Bęc-Zmina)
wykonanie: Grzegorz Olech & Ewa Lepczyk
lakier: Rafał Śmigiel

QUEEN Photo Set on Flickr

MELANCHOLIA

Dear PINK’s

Zaparaszam:

Melancholia

BWA Tarnów, Park Strzelecki, Wtorek 17.09.2013
g. 16:00 spotkanie z artystą i prezentacja wybranych projektów
g. 17:30 odsłonięcie rzeźby

Rzeźba zapowiada wystawę Róża jest różą, której będzie częścią. Róża jest różą będzie międzynarodowym pokazem sztuki współczesnej odnoszącym się do Zalipia – podtarnowskiej malowanej wsi (otwarcie 12.10.2013). Będzie to druga wystawa zrealizowana w ramach długofalowego projektu Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal poświęconego relacji regionalnego dziedzictwa i sztuki współczesnej.

PINK NOT DEAD!

maurycy

MELANCOLIA Photo Set on Flickr

poniżej wywiad jaki przeprowadziła ze mną Ewa Łączyńska-Widz:

Wystawą „Róża jest różą” linkujemy Zalipie – malowaną wieś ze sztuką współczesną. Na tę wystawę przygotowałeś plenerową rzeźbę dla Parku Strzeleckiego w Tarnowie, gdzie od niedawna swoją siedzibę ma BWA. Twój projekt to bezpośrednie nawiązanie do „Melancholii” Albrechta Dürera. Było to dla nas spore zaskoczenie. Nie myślałam, że Dürer i do tego właśnie ten obraz – powiedzmy maksymalnie oldskulowo-popowy – może być dla ciebie inspiracją. Masz jakiś szczególny sentyment do tej pracy?

Jak pamiętasz moją pierwszą reakcją na zaproszenie do tego projektu był pomysł aby “rozmalowane panie” z Zalipia namówić na igraszki z filigranową ornamentalną erotyką w pałacowym wnętrzu. Szybko okazało się, że nie jest ono sensu stricto pałacowe, jednocześnie dużą pokusą był park – przestrzeń ważna dla mnie, tak jako miejsce interakcji, jak w swoim wymiarze lirycznym – a park to również rzeźba parkowa. Dürerowska bryła już od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. Z jednej strony mam słabość do geometrii: do jej potencjału emocjonalnego, estetycznego – do piękna ukrytego w matematycznym porządku, z drugiej melancholia wydaje mi się emocją esencjonalną dla słowiańskiej kondycji mentalnej – wpisana jest w północno-wschodni horyzont i historię. Z jednej strony bronimy się przed nią cierpką ironią czy alkoholową brawurą bądź rubasznością, z drugiej delektujemy się tym szczególnym rodzajem słodyczy jaką niesie w sobie ten odcień smutku – porusza nasze serca, przypomina nam, że mamy duszę. Jeżeli chodzi o aspekt sentymentalny mojego romansu z Dürerem to właśnie jego sztychy, obok drzeworytów Gustawa Doré i litografii z leksykonu Brockhausa, sprawiły, że zdecydowałem się zdawać na warszawską ASP. Nie planowałem zostania artystą ani projektantem, chciałem być rytownikiem. Miałem zamiar przyjemnie spędzić życie zatracając się na długie godziny w detalach, błąkać się igłą w gęstwinie pojawiających się na metalowej płycie linii, czym zresztą dość konsekwentnie zajmowałem się w czasie studiów. Za swoiste echo tej fascynacji można uznać serię, generowanych już komputerowo, Vaginetek.

A cała filozoficzno-symboliczna warstwa tej grafiki jest dla ciebie ważna?

Interpretowanie rebusu jakim jest Melancholia pozostawiam historykom sztuki, dociekliwym pasjonatom i niesfornym metafizykom. Mnie interesował w tym wypadku niepokojący w swym kształcie obiekt, powidok diamentu jaki w sobie nosi. Jednocześnie kusiła mnie możliwość przekornej konwersji. Jak wiesz mojej Melancholii daleko do ołowianej powagi – w słońcu mieni się kusząco niczym pancerze owadów czy pióra egzotycznych ptaków. Lubię grę przeciwieństw. Pociąga mnie kondycja obiektu pożądania, pokusy, skarbu, kamienia filozoficznego, magicznego artefaktu, który ma moc odmienić ludzki los. Te wątki widać również w innych moich realizacjach takich jak: Perła, Diamonds Are Forever, Treasure czy Kwiat Paproci.

Aktualnie pracujesz nad kilkoma realizacjami. Jaki masz system pracy? Długo nosisz w głowie nowe pomysły?

To szalenie relatywne. Projekty “antropologiczne” zajmują mi najwięcej czasu: W-wa czy Dziary
są efektem wieloletniego gromadzenia materiału. Projekty rzeźbiarskie, właściwie wszystkie do tej pory realizowane in situ, paradoksalnie są o wiele bardziej dynamiczne, powstają z reguły szybko, w efekcie spontanicznej reakcji na szczególną kondycję miejsca. Oczywiście zdarza się i tak, że pomysł, który zaczął się rysować w jednym kontekście dojrzewa w innym. Z reguły jednak jest to kwestia dni, góra tygodni, z tym, że od powstania konceptu, przeświadczenia, że właśnie taki a nie inny jest najadekwatniejszy w danej sytuacji, do jego realizacji często upływa rok albo więcej. Projekty w przestrzeni publicznej z reguły wymagają sporego nakładu środków i dopełnienia szeregu formalności. W przypadku Tarnowa poszło nam dosyć szybko. Warszawski Światłotrysk kosztował mnie i ekipę Bęc Zmiany blisko dwa lata nerwów.

Sporo dyskutuje się o gustach Polaków, np. w kontekście architektury jaką najchętniej budujemy – pseudo-soplicowe dworki. A ciebie jaki gust pociąga?

Pociąga mnie oryginalność, determinacja, fantazja – nie koniecznie musi być to fantazja zgodna z moimi preferencjami estetycznym. Mam problem z mechanicznym kultem staroświeckości i z kategorią “dobrego gustu” ale przede wszystkim dlatego, że są zachowawcze i działają hamująco na kulturę, co nie oznacza, że nie jestem w stanie docenić sentymentalnego wdzięku czy piękna prostoty. Lubię mariaż zmysłowej bujność z syntezą. Intensywny kolor jest mi bliski tak jako kod atrakcyjności seksualnej jak, przede wszystkim, w swoim aspekcie witalnym.

Obecnie mieszkasz w Meksyku, do którego zaraz polecisz. Jak tamtejsza estetyka wpłynęła na twoją wrażliwość?

W Meksyku mieszkam nie tyle z wyboru ile trochę przez przypadek a aktualnie też i z konieczności – mam tam syna. To fascynująca i szalenie złożona rzeczywistość – trudno skwitować ją w dwóch słowach. Zainteresowanych moim refleksjami na ten temat odsyłam do “meksykańskiego” numeru Magazynu Sztuki. Meksyk jako rzeczywistość przynajmniej w warstwie kultury popularnej pozbawiona zahamowań estetycznych, szalenie rozbuchana formalnie niewątpliwie był i pozostaje bardzo silnym katalizatorem moich hedonistycznych inklinacji, nie traktowałbym go jednak jako ich źródła.

W albumie Minimal Fetish zamieściłeś sporo zdjęć odrapanych paznokci, podartych rajstop. Taki obraz kilku warstw, lekkiego popsucia chyba jest dla ciebie ciekawszy niż nietknięte ideały. Zastanawiam się jak czas wpłynie na naszą rzeźbę. Jaki stan jest dla niej optymalny?

Upływ czasu i uszkodzenia mechaniczne w różny sposób wpływają na materię – czasami dają jej wymiar fetyszystyczny czy sentymentalny czasami są jedynie przejawami dekadencji. Dwa dni temu wróciłem z Elbląga – podobało mi się to, w jaki sposób mchy i porosty zadomowiają się tam na niektórych rzeźbach. Podobnie w Las Pozas – w fantastycznym ogrodzie pełnym betonowych, “Boshowskich” form stworzonym przez Edwarda Jamesa w Meksyku, niedaleko Xilitli – dżungla pokryła zielonym nalotem i miodowo-sinymi cętkami jego struktury – są przez to jeszcze mocniej zintegrowane ze światem z którego wyrosły. Jeżeli Melancholia za kilka lat będzie wyglądać jak lekko obtłuczony ale ukochany rower czy “żelaźniak” to nie mam z tym żadnego problemu.

Przy „Bestii”, którą niedawno zrobiłeś dla krakowskiego Bunkra Sztuki stoi tabliczka: „Prosimy o traktowanie rzeźby z czułością”. Jak powinni zachowywać się odbiorcy „Melancholii” stojącej w tarnowskim Parku?

Mająca kusić do lubego grzechu i zabawy z konwencjami Bestia, przyciągnęła przede wszystkim uwagę dzieci (co miłe) i różnych dysponujących nadmiarem energii, a brakiem pomysłu na jej fajne wykorzystanie, pijanych młodych ludzi. Cieszyłbym się gdyby Melancholia oparła się ludzkiej brutalności i nie pokryła w ciągu tygodnia napisami sławiącym lokalną drużynę futbolową czy głoszącymi nienawiść do jej adwersarzy. Mniej mam problemu z deklaracjami miłości ale mimo wszystko chciałbym, żeby jak najdłużej mieniła się gładka a słodka czy to w oprawie zieleni czy szarości. Skrzydła motyla też nie służą temu aby ryć na nich “Kocham Kasię”.

Jak wyobrażasz sobie to miejsce wokół? Myślisz, że ludzie będą tam leżeć na trawie, czytać książki, randkować…

Zawsze mam cichą nadzieję, że ludzie będą się umawiać przy moich pracach po to żeby się całować. Melancholia nie jest jednak projektem jednoznacznie zmysłowym, nie mamy tu trawnika zalanego powodzią różowego światła ani formy, która kusi do tego, żeby ją pieścić dłonią. Myślę, że zdefiniuje kolejny rozpoznawalny zakątek w Parku i chciałbym, aby była jeszcze jednym detonatorem wyobraźni. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby ławkę, która w tej chwili stoi do niej tyłem przestawić na drugą stronę alejki. Melancholia nie jest jednak pomyślana jako obiekt statycznej kontemplacji – ze względu na specyfikę wykończenia jej powierzchni najlepiej działać będzie w momencie kiedy oglądający ją będą w ruchu. Liczę na to, że zauważona “kątem oka” zaiskrzy i że ktoś zawróci alby lepiej jej się przyjrzeć a kto inny niespodziewanie ją sobie przypomni i po prostu uśmiechnie się pod nosem.

Dokładnie zwiedziłeś Park Strzelecki, z Mauzoleum Bema, łabędziami, starą strzelnicą, rzeźbą Trutha, placem zabaw. Jak według ciebie BWA powinno wykorzystać to miejsce?

Park Strzelecki podoba mi się taki jaki jest – lubię taką niezobowiązującą kondycję publicznego ogrodu, z dziurami w pamiętającym PRL asfalcie porastającymi mchem co nie znaczy bynajmniej, że wzbraniam się przed doskonałością ogrodów Sanssouci czy Wersalu. Jest tam ładny starodrzew ale myślę, że warto byłoby wzmocnić w nim obecność krzewów – skupić się na tym co manifestuje się zjawiskowo w przestrzeni czasu jak eksplodujący zapachem jaśmin czy płonące jesienią berberysy albo sumaki. Projekty roślinne wymagają czasu ale warto w nie inwestować. Myślę, że mój serdeczny druh Jeronimo Hagerman, od lat zajmujący się fuzją sztuki i natury, miałby tu wspaniałe pole do popisu. Na pewno warto żeby BWA korzystało z możliwości interwencji w przestrzeń parkową z tym, że uważam, że powinny być to raczej projekty, które współgrają z atmosferą “zielonej oazy” czy wręcz ją wzmacniają niż takie, które korzystają z tej przestrzeni po prostu jako z kolejnej możliwości konfrontacji z odbiorcą, który nie przyjedzie do galerii ale to tylko moja personalna opinia. Mauzoleum Bema jest zdarzeniem szczególnym pod każdym względem, w jego pobliżu stoi domek dla łabędzi przypominający skleconą z dykty psią budę – nie miałbym, nic przeciwko temu, żeby wystawić im miniaturową świątynkę – wydają mi się równie ważne jak pamięć o wybitnym Polaku.

Pamiętasz sztukę w przestrzeni publicznej Warszawy swojego dzieciństwa? Miałeś jakieś swoje ulubione pomniki, neony, wystawy sklepowe?

To miłe, że traktujesz neony i dekoracje jako sztukę. Najbardziej działał na mnie pewnie design – jeżeli komuś takie rozróżnienie jest potrzebne. Plafony kin i teatrów (do Wielkiego cały czas chodzę głównie ze względu na księżycowe sklepienie) ale i cukierni, mozaiki pokrywające kolumny w żoliborskich delikatesach, dziś zakurzoną ale niegdyś nieprawdopodobnie zmysłową ścianę inkrustowaną czerwonymi szklanymi bryłami przy dawnej siedzibie TPPR-u. Neony lubiłem w ogóle – jak pisałem przy okazji odsłonięcia Światłotrysku: “jest przecież w nich coś cudownego: nieziemskie światło uwięzione w giętej szklanej rurce, która pozwala wyczarowywać w przestrzeni nocy ulotne rysunki, nieprawdopodobna intensywność barwy, “superkolor” z krainy marzeń i ekstatycznych wizji”. Co do pomników to mocno działa na mnie Saper Kulona ale naprawdę lubię klucz wiolinowy stojący na tyłach warszawskiej Akademii Muzycznej. Jeżeli jednak chodzi o to co sensu stricto określić możemy jako “sztukę w przestrzeni publicznej” w dzisiejszym rozumieniu tego terminu, to w sposób świadomy zaczyna się ona właściwie od Palmy Joanny Rajkowskiej i cały czas jest jej stosunkowo niewiele. Mamy oczywiście bródnowski Park Rzeźby (świetny ale będący specyficzną enklawą) i trochę form przestrzennych z okresu PRL-u ale te z kolei pozostają szalenie zmarginalizowane – dopiero w Elblągu można zobaczyć je naprawdę zintegrowane z realną tkanką miejską. Warszawa mojej młodości choć dość biedna była bardzo inspirująca i przede wszystkim dostępna na każdym kroku – bez domofonów, zatrzaśniętych krat, zamkniętych osiedli. Bardzo silnie działa na mnie architektura wczesnego soc-modernizmu – jestem z Żoliborza. Odpowiedź na pytanie czy architektura to sztuka nie jest mi potrzebna do szczęścia. Budynki Brukalskich i Norwertha tak.

Równolegle z „Melancholią” przygotowujesz monumentalną szachową królową, którą stanie przy Stacji Mercedes na warszawskim Powiślu. Ostatnio szłam w Warszawie ulicą twojego dziadka, który pisał o historii stolicy. Masz wrażenie, że to, czym ty się zajmujesz wywiera wpływ na mieszkańców? Co pomyślałeś jak przesłałam ci zdjęcia z Zalipia? Pełną dokumentację jednego z konkursów „Malowana Chata”?

Pytanie o impakt regularnie pojawia się w kontekście działań w przestrzeni publicznej – mogę tu jedynie powtórzyć to co w tym roku odpowiedziałem pani Aleksandrze Łukaszewicz: “W momencie, w którym wychodzimy ze strefy prywatnej do publicznej, musimy brać pod uwagę reakcję ludzi – istotą publicznego działania jest to, że odbywa się ono wobec innych. Interpretacja naszych działań zawsze zależeć będzie od indywidualnych inklinacji odbiorców, ich predyspozycji, preferencji (seksualnych i politycznych), sympatii, antypatii, wykształcenia, kultury osobistej etc. i to jest OK. Jest dla mnie istotne definiowanie mojej perspektywy, dlatego większości moich prac towarzyszą autorskie deklaracje, ale zdaję sobie sprawę, że koncept-projekt raz wypuszczony w świat, zaczyna żyć własnym życiem. Jeżeli prowokuje reakcje, niezależnie od tego, czy są one pozytywne, czy negatywne (byle mądre), to już spełnia swoją podstawową funkcję, jaką jest inicjowanie dyskusji, wprowadzanie rezonansu w kulturze.” Z drugiej strony jeżeli to co zrobiłem potraktujemy jedynie jako “estetyzowanie rzeczywistości” – co mi się też czasami zarzuca – to mogę odpowiedzieć, że jeżeli uprzyjemniłem komuś choć chwilę na tym padole łez to już jest to dla mnie dostateczną motywacją. Jak mawia mój przyjaciel Alberto Caro: “sztuka nie rozwiązała jeszcze żadnego problemu ale jaki potrafi dać człowiekowi komfort”. Co do Malowanej Chaty, i generalnej intencji jaką sformułowaliście w waszym zaproszeniu do projektu: wasze zainteresowanie dla “chęci upiększania i poprawiania rzeczywistości” – to odpowiedź na to pytanie zawiera się chyba już w tej wypowiedzi – tak, widzę głęboki sens w upiększaniu świata, w zawracaniu uwagi na piękno i przyjemność jako realne wartości w życiu.

A co pomyślałaś na wieść, że tutejsze Muzeum Okręgowe, w 114-tysięcznym mieście, w swojej kolekcji posiada oryginalne grafiki Dürera?

To przyjemna niespodzianka. Bardzom ciekaw jakiego asa Muzeum trzyma w rękawie – z tego co wiem, mało kto widział te prace.

check also:

PINK MIST

Diamonds Are Forever

BWA – Galeria Miejska Tarnów fb

ELECTRIC PINK

Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą

Chcę przez życie śpiewająco razem iść.

Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą

Może mnie o rękę prosić choćby dziś.





Pink Guitar: BC Rich’s Warlock photo by Joker Martini

Dear PINK’s

Były bajeczki o pannie do wzięcia,

O córce monarchy co chciała mieć księcia.

Lecz ja nie jestem córką króla,
Więc tytuł książęcy mnie nie rozczula.

Choć by się znalazł królewicz czy ksążę,

Ja nigdy na pewno z nim życia nie zwiążę,

Chyba że oprócz tytułu by miał
Gitarę i na niej grał.

PINK NOT DEAD!

maurycy



Pink Guitar via Lieutenant Cobretti



Pink Guitar: Ibanez’s Rodadstar Pro 58OT Turbot via Lieutenant Cobretti



Pink Guitar via Lieutenant Cobretti

check also:

Metal Pink Guitar

Pink Guitar: Bich Sex Tremelo

Pink Guitar: Bich Sex Tremelo (Close Up)

Dotted Pink Guitar

BLEEDING PINK

A ja tu przyniosłem język ciepły winem
W ustach szumiącą musującą ślinę





Hydnellum peckii (Czarci Ząb)

Dear PINK’s

Autumn is in the air. Soon more pink mushrooms but let’s start unconventionally from this blasphemous creature – specially for U: Hydnellum peckii aka Devil’s Tooth.

“Hydnellum peckii is an inedible fungus, and a member of the genus Hydnellum of the family Bankeraceae. It produces spores on the surface of tooth-like vertical spines that hang from the underside of the fruit bodies. It is found in North America and Europe and, in the last few years, was also discovered in Iran (2008) and Korea (2010). Though they don’t seem to be poisonous, they have an extremely bitter taste and so are inedible. The unusual appearance of these mushrooms has earned the species several descriptive common names, including strawberries and cream, the bleeding Hydnellum, the bleeding tooth fungus, the red-juice tooth, and the Devil’s tooth.”

Big thanks to Nula for drawing my attention to Hell.

PINK NOT DEAD!

maurycy

PS: SEN (Le Cauchemar)

Byłem z M w mojej rodzinnej krypcie. Ciemny korytarz, dwie sale z tonącą w mroku galeryjką na górze. Ogromne częściowo podziemne wnętrze. Ostrołuki, ołtarz – ciemnoszary, lekko brunatny kamień. Wszystko wyprane z koloru z leciutkim odcieniem sepii i całą masą detalu jak niektóre fotografie z początku ubiegłego stulecia. W pewnym momencie wziąłem do ręki czaszkę i powiedziałem, że chciałbym ustawiać na niej świece tak aby kolejne spływające po niej strugi wosku utworzyły rodzaj misternej, multibarwnej peruki / kasku. Wiedziałem, że mojej mamie nie będzie to miłe ale jednak tak zrobiłem (jak to we śnie rzecz, która w rzeczywistości wymagałaby nakładu czasu natychmiast stała się faktem) urzeczony wstawiłem ją do wazonu – nieoczekiwanie był to już bukiet niezwykle filigranowych, pistacjowo-cytrynowych, parafinowych kwiatów. Rozmawialiśmy o nich przez chwilę. Wyszedłem z krypty. Budowla była imponująca. Dwukrotnie wyższa niż największe kaplice jakie znam z Powązek. Wokół roztaczała się świetlista polana okolona grobami. Cmentarnej ciszy nie mącił świergot ptaka, ani brzęk owadu. Wyrazistość szczegółu była ogromna jednocześnie świat jakby lekko zmatowiały. Cały czas ta jakość obrazu jaką znamy ze wspomnianych fotografii reprodukowanych na rotograwiurze. Rozmawiałem z Marysią przez pokryte pajęczynami, gęste od manswerków okienko. W pewnym momencie usłyszałem autentyczne przerażenie w jej głosie. Odwróciłem się i zobaczyłem, że o kilka metrów ode mnie przez polanę sunie bezszelestnie gigantyczny, czarny, lśniący mrówkojad. Bestia większa od konia. Stałem jak sparaliżowany, chciałem wspiąć się na kamienny występ ale nie byłem w stanie zrobić ruchu. Trwało to wieczność. W końcu mi się udało. Po chwili znalazłem się dość wysoko – mniej więcej na poziomie drugiego piętra, na kamiennym gzymsie i zacząłem się zastanawiać kogo wezwać na pomoc. Pomyślałem o R ale uświadomiłem sobie, że mimo iż dobrze znamy Powązki to jest to jakiś inny, większy i starszy cmentarz i nie umiem wytłumaczyć mu gdzie się znajduję. W tym czasie M przemieściła się na wewnętrzną galeryjkę i znowu mogliśmy rozmawiać przez okienko. Zapytała czemu mój ojciec, taki piękny, miał takie dziwne imię. Nie potrafiłem jej na to odpowiedzieć. Spojrzałem w dół, żeby się rozejrzeć i w tym momencie zobaczyłem, że na skraju polany pojawiły się hieny…

Pamiętam różne, często dziwniejsze, bardziej zaskakujące i złożone sny, ale nigdy jeszcze nie byłem tak blisko Diabła.



Hydnellum peckii (Czarci Ząb)

PPS: skoro już jesteśmy przy diabelstwie to pozwolę sobie przywołać pewien nader sugestywny fragment z debiutu literackiego, który zrobił na mnie swego czasu ogromne wrażenie:

Struga płynów z pachy przyśpieszyła i zgęstniała, a potem ropa, krew i żółć trysnęły w mroźne powietrze, tworząc unoszący się w powietrzu nad trupem wir humorów. Rosnąca masa płynów wydzielała mięsisty, piżmowy odór rozkładu, od którego wszystkim obecnym skręciły się włoski w nosie, i zanim ktokolwiek zdążył się ruszyć, coś zestaliło się w nierealnym wirze. Welon humorów rozdzielił się, kiedy chmury przesłoniły księżyc, ale noc oświetliła to, co powinna ukryć, jakby ciemność stała się czarnym słonecznym blaskiem. Trzej mężczyźni patrzyli i każdy zsuwał się do bezdennej jamy własnego umysłu.
Ciało wielkości i kształtu beczki sterczało w powietrzu z głową wielkości ludzkiej czaszki; płyty pancerza jeżyły się długimi włosami. Sześć gibkich, wielosegmentowych odnóży wystawało z tułowia, dwie tylne pary odgięły się wstecz i do góry, zanim opadły, by zostawić na trupie sercowate odciski swoimi prawdziwie delikatnymi kopytami. Przednie wyrostki funkcjonowały bardziej jak ręce niż nogi, chociaż, podobnie jak tamte były długie i składały się z czterech segmentów. Para wypustek, które głaskały kępkę czułków długości sztyletów, wystawała w miejscu nosa. Zobaczyli twardą błyszczącą twarz stwora, wybałuszone ludzkie oczy, rogi i oklapnięte kozie uszy, drobne kolce biegnące grzebieniami wzdłuż policzków aż do wiązki sterczących czułków. Stwór zeskoczył niezgrabnie na śnieg obok trupa swojego dawnego żywiciela, wyginając w górę cylindryczny, cebulkowaty brzuch i odsłaniając zdecydowanie ludzki członek w erekcji kolosalnych rozmiarów – organ prężył się między płytami pancerza niczym lanca rycerza albo żądło skorpiona. *



Hydnellum peckii (Czarci Ząb)

*
Smutna historia braci Grossbart
Jesse Bullington
przełożyła Małgorzata Strzelec
wydawnictwo MAG, Warszawa 2012

check also:

PINK POSESSION

CZAS DO SZKOŁY

W klasie same są dziewczęta
Tak, to długo się pamięta…





author unknown

Dear PINK’s

Just a glimpse back at the Summer: “W nocy rzeki świetlików spływały łagodnie w zboże zostawiając w powietrzu smak miodu. Rano z pól maku podnosiła się czerwona mgła, purpurowa senność, która dawała żeńcom niepewną i rozmarzoną powolność gestów, jaką mają ruchy lunatyków. Cyprysowe lasy i zarośla trzcin wzdłuż rzeki rozbrzmiewały tajemniczymi głosami, szczęście lata oznajmiało się dziwnymi cudami, ciemna magia dawał głos i ruch drzewom, posągom, domom, górom. (…) Misteria, tajemnice, magie lata kiełkowały, dojrzewały nagle w gęstym słońcu jak owoce i kwiaty wezbrane krwią.” *

PINK NOT DEAD!

maurycy

* Curzio Malaparte
“Pierwsza krew” opowiadanie z tomu:
“Szczęśliwy dzień i inne opowiadania”
Czytelnik, Warszawa 1966

check also some of Toshio Saeki extreme schoolgirl fantasies:

女学生 01

女学生 02

女学生 03

女学生 04

女学生 05

Bonus: 春川 ナミオ