PINK HEINE

Lecz rycerz był mądry, odganiał pokusy

Radzące, by oczy otworzył,

I długo z ust niksy ssał słodkie całusy,

I sen go zupełnie nie morzył. *





Henryk Heine by Maja Berezowska

Dear PINK’s

Udało mi się złowić u Toma rzadką Majkę. Przy okazji jest to wybór wierszy Heinego – biblioteka Szpilek, Czytelnik 1951, okładka nie zapowiadała nic szczególnego, wyboru dokonał Swinarski. Co zabawne dziś capnąłem u Mocarskiego inny tom wierszy – Satyry tegoż Swinarskiego, PIW, 1955 – i tu sytuacja ma się podobnie – okładka dość nikczemna a ze środka uśmiecha się wczesny Mróz. Lucky! (^_^)

PINK NOT DEAD!

check also:

PINK CARTOONS

PINK KLEX

*
Heinrich Heine “Niksy”
przełożył Miron
Dzieła Wybrane / Utwory Poetyckie
PIW, Warszawa, 1956

PINK TWIGGY

Znani są obcinacze warkoczów; indywidua te starają się w tłumie ludzi obciąć jakiś warkocz kobiecie aby się nim onanizować. *





Twiggy in a Pink Dress

Dear PINK’s

Ale ten, zaledwie formujący się podlotek, który nie rozumiał jeszcze, o ile lustra są użyteczniejsze od książek, ta dzieweczka o szczupłych nóżkach owadu, miała już płomienne oczy dorosłej kobiety, a oczodoły powleczone błękitnawym cieniem. **

PINK NOT DEAD!

check also:

Twiggy on My Tumblr

French braid on My Tumblr

* August Forel “Zagadnienia Seksualne”
Bibljoteka Dzieł Naukowych, Warszwa 1926

[Prawdziwy fetyszysta jest najzupełniej patologicznym okazem; cały jego popęd płciowy, często nawet wraz z objawami uczuć wyższej miłości, jeśli można je wogóle brać tutaj pod uwagę, ogranicza się do pewnych przedmiotów, mających związek z kobietą. Najczęściej rolę fetyszów grają kobiece chustki do nosa, trzewiki i rękawiczki, zwłaszcza zaś materje jedwabne itd. Nie można jednak tym przedmiotom, jako fetyszom, przypisywać tej samej roli jaką odgrywają w normalnej miłości, gdzie z powodu asocjacji ideji wywołują wyobrażenie ukochanej kobiety. O tem nie wcale mowy u fetyszysty; on kocha jedynie tylko swój fetysz, nic go natomiast nie obchodzi kobieta, do której on należy. U niego wywołuje erekcje, uczucia rozkoszy i wytrysk nasienia sam widok fetysza, jego dotknięcie, zbliżenie do serca lub narządów płciowych. Są nawet tacy fetyszyści, którzy doznają, podniet na widok pewnych ułomności kobiet, np. zezowatych oczu, powykrzywianych nóg itp.]

** Pitigrilli “Pas Conoty”
autoryzowany przekład z włoskiego J. A. Laski
Wydawnictwo Alfa Warszawa 1930

SALTY PINK

S is for Space, L is for lo-o-o-ove *





Salt Evaporation Pond, Newark, California, US. Photo Cris Benton

Dear PINK’s

They leaped into the canal water, and he let himself sink down and down to the bottom like a golden statue and lie there in green silence. All was water, quiet and deep, all was peace. He felt the steady, slow current drift him easily.
If I lie here long enough, he thought, the water will work and eat away my flesh until the bones show like coral. Just my skeleton left. And then the water can build on that skeleton – green things, deep-water things, red things, yellow things. Change. Change. Slow, deep, silent change.
* *

During such hot summer at the end of the world there’s nothing better than swimming in lakes and reading Bradbury. Seriously. I mean it.

PINK NOT DEAD!

check also:

PINK LAGOON

ON THE PINK WATERS

PINK LAKES

*
this candy specially for U Bartek ‘Abażur’ Żurowski

**
Ray Bradbury
Dark They Were, and Golden-Eyed
(1949)

PS: Bradbury on My Tumblr

PINK MACRO

Miłość – to jedyne dobrowolne zatracenie jednostki, to jedyna bezbolesna, niewymownie błoga śmierć, której pragnie każde stworzenie w bezbrzeżnej palącej tęsknocie… *





Pink Macro by Nordin Seruyan

Dear PINK’s

Jako że lato mamy w pełnej krasie pozawalam sobie zaserwować kilka przerasowanych, buduarowych rzekłbym, makrofotografii Nordina Seruyana a przy okazji zacytować wybrane fragmenty opisujące cykl przemian i przejmujący rytuał godowy jętki jednodniówki zaczerpnięte z “Miłości w przyrodzie” Wilhelma Bölsche – książki, którą z niekłamaną przyjemnoścą dawkuję sobie na przestrzeni ostatnich tygodni.

Ostatnie gwałtownie następujące linienia przetwarzają ciało z gąsienicy, przystosowanej do życia w głębinie wodnej, na ową kryształowo-jasną postać sylfidy, co, skąpana obecnie w księżycowej światłości, miasto w fali mętnej, mży ponad wodą, jako płynne srebro. Z dawną postacią zewnętrzną znikł jednocześnie naczelny cel dawnego życia – odżywianie się. Delikatne, oskrzydlone ciało nowej jakby istoty nie posiada już zdatnych do użytku narządów trawienia… W nicość zapadły się nagle lata walki niszczycielskiej> natomiast powstały narządy nowe, i widać, jak prężą się pożądliwie na przezroczystym ciele: narządy miłości.

(…)

Dziwny wieczór letni nad rzeką. Upał parny dyszy ponad tobą. Gdzieś w jakiejś oddalonej obłoków warstwie przemknęła skra elektryczna.
Ponad wodami, zapadającemi w ciemność, wisi księżyc, jak kwiat maku o groźnej, czerwonej barwie.
Jest to chwila zmartwychwstania dziwnego rodu zwierzęcego. Bez dźwięku, niby duchy, wyłaniają się ponad falę drobniutkie, delikatne postaci, tak delikatne i przezroczyste, jak gdyby każda, utkana była wyłącznie z najdrobniejszego pyłku bezbarwnego światła.
Nasamprzód jest ich tylko kilka, które jakoś giną w oparze; później jest ich coraz więcej, jest ich wiele, wreszcie tysiące, mirjady, jak gdyby szara fala stałą się nagle wiośnianym, pełnym kwiecia drzewem z którego sypią się naokół niezliczone śnieżnobiałe płatki kwietne…

(…)

Pobłyskują srebrne skrzydełka, powiewają niby zasłony wiotkie z perłowej macicy, toną, stapiają się ze sobą tworząc miękki, w świetle księżycowym błyszczący obłok, który lśni nad mroczną powierzchnią wody, jak gdyby ona sama własnym promieniowała światłem… A obłok przewala się coraz dalej, przez całą szerokość fali. Na brzegu, gdzie olchy drzemią, mży bez przerwy jakby deszcz jaśniejących w świetle księżycowym płatków, u czarnych gałęzi olch wiesza się jakby jakaś piana świetlana, piana z której rodzi się Afrodyta, bogini miłości.
Wszystkie te bowiem szalejące elfy, przeżywające godzinę burzy – to owady z rodzaju jedniodniówek. A chwila to ostatnia ich życiowego blasku, którego użycza im błogosławieństwem brzemienny szał miłosny; oto zapłodnienia godzina burzliwa, która stanowi koronę ich życia całego… *

PINK NOT DEAD!



Pink Macro by Nordin Seruyan



Pink Macro by Nordin Seruyan

check also:

fairytale macro by Vyacheslav Mishchenko

* Wilhelm Bölsche
“Miłość w przyrodzie” (“Das Liebesleben in der Natur”, 1898)
Przekład D-ra Maurycego Bornsteina
Wydanie drugie
Warszawa, Kraków 1913

Księgarnia G. Centnerszwera i s-ki

PINK APETIT


Я тебя любя искусаю в кровь
Никаких следов на утро не отыщешь
Я убью тебя вот и вся любовь
Берегись, ищу, ищу глазами хищными.





MG for KUKBUKBreakfast – first of four spreads

Dear PINK’s

I did four illustrations for last (Summer 2014) issue of KUKBUK magazine. I’m serving Mussells for Breakfast, Tentacles for Dinner and Eels for Supper – Bon Apetit 🙂

PINK NOT DEAD!

Śniadanie

Obiad

Kolacja

Kreweta

Check also:

more of my Vector Drawings

PINK OYSTER CULT

PINK TENTACLE

PS: dałem plamę – do druku wysłałem wersję z “kolacją bez prawej brwi” i muszę się przyznać, że raz aby to moja wtopa a nie redakcji – shame on me ale myślę, że i tak jest przyjemnie – nie mogę się doczekać coby zobaczyć na papierze 3:)

PINK MUSSOLINI


La guerra sta all’uomo come la maternità alle donne.





Benito Mussolini Kochanka Kardynała (Claudia Particella, l’amante del cardinale *, 1910)
tłumaczył Adam Michalski, okładka Jan Mucharski, Warszawa, Wydawnictwo Alfa, 1930

via Ryszard Cichy

Dear PINK’s

Geh’ in die Knie
Und klatsch’ in die Hände
Beweg’ deine Hüften
Und tanz’ den Mussolini
Tanz’ den Mussolini
Tanz’ den Mussolini



PINK NOT DEAD!

check also:

PINK HITLER

NAZI CUTENESS

Mussolini on my Tumblr

*
Questo romanzo “d’appendice”, pubblicato a puntate sul giornale socialista «Il Popolo» nel 1910, racconta la scandalosa vicenda del travolgente rapporto amoroso tra il principe-vescovo Emanuele Madruzzo e Claudia Particella. La storia della devastante passione del cardinale per la femme fatale dagli «occhi che sapevano la malia delle velenose passioni» è realmente accaduta a Trento nel XVII secolo e ben documentata. Il romanzo non lascia trasparire soltanto le idee politiche e anticlericali del Mussolini di allora (socialista rivoluzionario e «catastrofico», come si autodefiniva), nonché le sue idee sulla femmina – corrotta e corruttrice, capricciosa e incontrastata vincitrice sul maschio –, ma colpisce perché svela un Mussolini poco noto: autore affascinante, per certi versi, ambiguo, che proietta sui suoi personaggi le proprie pulsioni eversive, le idiosincrasie e le frustrazioni sessuali; scrittore tutt’altro che sprovveduto, che cita con disinvoltura Dante e Virgilio, san Francesco e le Sacre Scritture, Machiavelli e Cervantes.