KUSICIEL

Znalazłem się w niedużym różowym pokoju. (…) Na wysokości mych oczu na perłowobiałym tle bioder zarysowała się czarna, duża plama, jak symbol zła o zatartych brzegach nieforemnego trójkąta.





Stefan Żechowski Demon

pastel / karton, 20,7 x 47,2 cm, 60’s / 70’s

Dear PINK’s

Stefan Żechowski – jedyny z szukalszczyków, którego twórczość zdominowała erotyka. Samotnik. Postać zapoznana, na swój sposób tyleż spełniona co tragiczna. 100% nadwrażliwiec, w wiecznym rozdarciu i konflikcie – głęboko zachwycony a jednocześnie przerażony seksualnością. Człowiek demonizujący anioły.

W ciągu ostatniego pół wieku pojawiły się trzy albumy poświęcone jego twórczości. Pierwszy: “Na jawie” wydany w 1981 – opatrzony jest dość manierycznym a chwilami nieznośnym wstępem jego głównego, jeszcze PRL-owskiego, biografa Ryszarda Wójcika. Jako komentujące autorytety pojawiają się w nim obok Andrzeja Banacha również Andrzej Osęka i (Sic!) Szymon Kobyliński. Mimo wszelkich mankamentow jakie można tej książce wytknąć należy docenić fakt, że jest to pierwsza poważna publikacja poświęcona Żechowskiemu (tu brawa dla RW) oraz to, że dostarcza ona fascynującego materiału w postaci wspomnień samego artysty. Ilustracji jest w niej stosunkowo niewiele a zgodnie ze stadardami epoki wszystkie są szaro-szare – grubym rastrem drukowane reprodukcje mogły usatysfakcjonować jedynie zauroczonego Szukalskim i Rogatym Sercem, a jednocześnie głodnego erotyki, nastolatka, którym byłem pierwszy raz je oglądając. Następny, o wiele obszerniejszy album “Kusiciel Demonów” (również pod redakcją Wójcika) wydany był równo 20 lat później – wątpliwy przepych edytorski rodem z późnych lat 90, kompensuje dość pokaźna ilość materiału – dostałem go swego czasu od Piotra Rypsona – muszę doń wrócić kiedy znowu zawitam do Warszawy. Ostatnio w Muzeum Narodowym w Kielcach oglądać można było, przygotowaną przez panią Iwonę Rajkowską, panoramiczną wystawę Żechowskiego – nie miałem okazji jej zobaczyć czego szczerze żałuję ale katalog, który kupiłem podczas ostatniej tam wizyty wydaje się nader kompletny – jest rzetelny w okrutnie muzealny sposób (1530 opisanych prac – większość przedstawiona w miniaturze), jakość druku jest bez zarzutu, niestety reprodukcjom towarzyszy fatalna typografia zaś strony sponsorskie umieszczone na końcu albumu są przykładem niewiarygodnego wprost braku taktu ze strony współczesnych mecenasów kultury.

Czy kiedyś wreszcie powstanie jakaś piękna, godna słodyczy tych obrazków publikacja? Jest tu przecież materiał na książkę-bibelot, safianowy drobiażdżek do oglądania z ukochaną w łóżku… Czas pokaże. Chętnie zająłbym się edycją i zaprojektowaniem takiego cacuszka 3:)

Uwielbiam te szerokie biodra, pełne uda, krągłe brzuchy – całą tę leniwą, miodową miękkość kształtów, nierealnie sterczące, zaprzeczające prawom grawitacji cycki w połączeniu z ogromnymi, lekko skośnymi oczami. Spośród kaskad świetlistych włosów co i raz spogląda na mnie niepojęta istota będąca syntezą kobiecości rodem z krainy marzeń. Jak połączyć Marylin Monroe, Sofię Loren i Kalinę Jędrusik? Żechowski potrafił.

Można się zastanawiać jak potoczyłyby się jego losy w innej, bardziej sprzyjającej erotyce, rzeczywistości. Spekulować na temat tego czy w gdyby urodził się w Krainie Kwitnącej Wiśni albo w Słonecznej Kalifornii zostałby kultowym artystą pop. Nie do końca ma to sens gdyż polski pierwiastek i polskie kompleksy są fundamentalne dla Żechowskiego – jest to erotyka esencjonalnie romantyczna – bez tego, kłującego, ziarnka piasku nie powstałaby ta perła, a naiwna i jednocześnie rozbuchana twórczość “Samotnika z Książa” nie byłaby tak przejmująca. Mimo wszystko lubię flankować go z jednej strony przez cudowny brud Namyio Harukawy a z drugiej przez pełną wdzięku rozwiązłość Alexa Székelego co i Państwu polecam. Tymczasem kilka wybranych, skonwertowanych na potrzeby bloga do różowego monochromu, obrazków i trzy odsłony ze wspomnień samego Żecha.



Stefan Żechowski Piękność Dnia

ołówek / papier, 29,7 x 21 cm, 1962

[marzenie]

Nad ziemią, na tle rozjaśnionego od gwiazd nieba unosi się jakiś wielobarwny obłok oświetlony z dołu blaskiem księżyca. Widzę teraz, że jest to tłum skrzydlatych aniołów. Zza tęczowych skrzydeł wyłaniają się prężne ramiona i twarze uśmiechnięte, pięknookie o jasnych rozwianych włosach. Wszyscy są nadzy. Teraz dostrzegam, że to dziewczęta i chłopcy. Oczarowany i zawstydzony tym obrazem, zakrywam go następną stronicą, myśląc jednocześnie, że do niego jeszcze wrócę…

[olśnienie]

Obok był ich pokój sypialny, duży o dwóch oknach. Mieszkała w nim również jego córka, dorosła panna, zapewne z pierwszego małżeństwa. Była to wysoka, przystojna dziewczyna o długich jasnych warkoczach i niebieskich oczach. Na imię jej było Teresa. Pracowała zapewne gdzieś w barze, bo wracała do domu późnym wieczorem, gdy światła już były pogaszone i wszyscy spali.

Czasem, zanim zdążyłem zasnąć, słyszałem jak wraca. Po lewej stronie drzwi stała umywalka, nad nią duże lustro, a z boku wisiały ręczniki. Za chwilę wychodziła z ciemnego pokoju, świeciła małą lampką nad lustrem, wlewał wodę do dużej miednicy i rozbierała się do mycia. Robiła to po cichu lecz swobodnie, zrzucając z ramion niebieski szlafrok i różową koszulę w przekonaniu, że chłopcy już zasnęli bo zwykle z ich łóżka rozlegało się głośne chrapanie.

Mnie jednak często dokuczała bezsenność, oczy w mroku miałem otwarte. Więc ich nie zamykałem, a nawet otwierałem szerzej w chwili gdy stawała naga pochylona nad miednicą. Ciało jej w żółtym świetle lampki przypominało rzeźbę, a plusk wody spłukującej namydlone, lśniące ramiona i piersi wydawał się niemal muzyką. Potem płynne ruchy rąk przy wycieraniu ciała ręcznikiem, czasem badawcze spojrzenie w stronę mojego łóżka – potem koszula narzucana przez głowę – lekki trzask przekręcanego kontaktu i już w mroku stąpanie w kierunku uchylonych drzwi sypialni.

A w oczach moich zamkniętych teraz, obraz ten, jak na ekranie świecił dalej, promieniując pięknem wszystkich szczegółów, i długo nie pozwalał zasnąć.

[uwiedzenie]

Gdy w pewnej chwili uniosłem znad obrazka głowę i spojrzałem przed siebie, zobaczyłem utkwione we mnie oczy dziewczyny. Uderzyła mnie jej oryginalna i niezwykła uroda. Ta wymiana spojrzeń trwała tylko chwilę. Pierwszy spuściłem oczy, lecz już na obrazie Rubensa nie mogłem skupić uwagi. Patrzyłem nań nie widząc go prawie po czym nieśmiało uniosłem wzrok i zobaczyłem, że piękna nieznajoma patrzy w książkę. Przyglądałem jej się już śmielej. Spostrzegłem, że ma czarne, skośne łuki brwi, długie rzęsy rzucające cień na białe policzki, krótki nos, wypukłe, czerwone usta. Uwagę moją zwróciły także bardzo czarne włosy, uczesane gładko nad czołem i zaplecione w warkocze wyrzucone na wierzch czerwonej bluzki. Wydała mi się tak piękna, że onieśmielony znowu pochyliłem twarz nad książką w obawie, by nie dostrzegła, że ją obserwuję. Musiało to trwać długo, bo gdy znów podniosłem wzrok dziewczyny już nie było.

(…)

Przeglądałem monografię D. G. Rossetiego, nieprzerwanie oczekując jej przyjścia i co chwilę spoglądając w stronę drzwi… Nagle zjawiła się. Jasnopomarańczowa sukienka, świeciła z daleka, długie, czarne warkocze odrzucone były do tyłu. Ze zdumnieniem spostrzegłem, że minęła swoje zwykłe miejsce przy stole i lekkim krokiem z książką w ręce szła wprost do mnie.

(…)

Byłem wciąż bardzo onieśmielony, wkrótce dostrzegłem na płycie stołu jej drobną rękę o wysmukłych palcach przesuwającą ku mnie niewielka karteczkę.

(…)

Nagle wyszła z łazienki. W długim złocistym szlafroku, na tle czerwonej, mieniącej się kotary tak wydawała się olśniewająco jasna, że aż zmrużyłem oczy.

– Chcesz się wykąpać? – spytała ujmując mnie za obydwie ręce. Była piękna, nie miałem siły wytrzymać jej spojrzenia i pochyliłem głowę. Nagle dostrzegłem, że jej luźny szlafrok był nie zapięty, i od szyi aż do stóp ukazywał wąską, jakże przyciągającą wzrok szparę… Była naga. Oniemiały z wrażenia podniosłem wzrok na jej twarz, czując na policzkach wypieki.

– Jesteś taki nieśmiały i smutny. Dlaczego?

(…)

Nastąpiła chwila ciszy.

– Dlaczego milczysz? Pochyliłem głowę. Wzrok padł na jej białe odsłonięte kolana nieznacznie od siebie oddalone. Wstydziłem się przyznać do prawdy, którą w owej chwili odczuwałem jako ośmieszającą, a nawet okropną, a zarazem nie chcąc kłamać spojrzałem jej w oczy i wykonałem przeczący gest głową.

Wówczas stało się z nią coś dziwnego, czego nigdy nie zapomnę. Wstała. W oczach jej pojawił się jakiś tajemniczy zachwyt, a w rozchylonych ustach zalśniły zęby. Zgasiła światło. Pokój na chwilę zatonął w mroku zupełnym. Zapanowała cisza jak przed nadchodzącą burzą. W sekundzie uświadomiłem sobie, że zaraz stanie się coś, o czym nie miałem żadnego pojęcia a wyobraźnia moja zawsze łączyła to z czymś odrażającym, zwierzęcym… Ogarnęła mnie trwoga i zarazem uczucie wstydu, a więcej jeszcze paraliżująca świadomość zawodu jaki jej sprawię za chwilę… Gdyby nie była tak demonicznie piękna, wówczas w jakimś stopniu czułbym się usprawiedliwiony.

Wśród tych myśli usłyszałem lekki szelest spadającego szlafroka i z mroku, tuż przede mną, jak nieziemska zjawa wyłaniać się zaczęła jej postać. Omgloną bielą zajaśniały uda. Na wysokości mych oczu na perłowobiałym tle bioder zarysowała się czarna, duża plama, jak symbol zła o zatartych brzegach nieforemnego trójkąta. Wyżej nad wąską talią zajaśniały pełne piersi zaznaczone ciemnymi akcentami dużych brodawek, a nad lekko w tył odrzuconymi ramionami wyłoniła się z mroku jak przedziwny kwiat jej twarz.

Teraz oczy moje już oswoiły się z mrokiem i widać było coraz wyraźniej wszystkie szczegóły.

Po niedawnej burzy wypogodziło się niebo, a światło księżyca sponad gałęzi drzew wpływało przez okno i szeroką falą oblewało srebrem jej nogi wysoko, aż po biodra.

Była piękniejsza niż obraz, niż rzeźba, niż moje marzenia. Była bogom podobna – jedynie takiemu pięknu wolno się wstydzić szat – myślałem oniemiały z zachwytu i westchnąłem głęboko.

– Dlaczego się nie rozbierasz?

Siedziałem wciąż bez ruchu na krawędzi tapczanu, nie wiedząc co począć. Więc pochyliła się nade mną, a jej zwinne palce zaczęły mnie rozbierać. Owionęło mnie ciepło jej ciała i jej zapach. Jednocześnie poczułem dotyk jej kolan.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

wszystkie cytaty za:
Stefan Żechowski “Na jawie”
słowo wstępne Ryszard Wójcik

Wydawnictwo Łódzkie, 1981

kolejno rozdziały: Sny (str. 23), Kraków (str. 38) i Czytelnia. Michał Anioł, Rembrandt, Rubens, Bocklin i Ewa (str. 67, 68, 69, 72 i 73)

PINK NOT DEAD!



Stefan Żechowski Akt kobiety tyłem z gwiazdami
kredka, ołówek / papier, 21 x 15 cm, 1966



Stefan Żechowski Erotyk z łańcuchem, księżycem i figurką mężczyzny

kredka, ołówek / karton, 50,2 x 35,2 cm, 1956



Stefan Żechowski Erotyk z księżycem

pastel / papier, 38 x 27,5 cm, 1975



Stefan Żechowski Ich dwoje w uścisku

pastel / papier, 29.7 x 21 cm, 1974



Stefan Żechowski Ich dwoje

pastel / karton, 30,1 x 42,6 cm, 1973



Stefan Żechowski Uniesieni

ołówek / karton, 25,3 x 19,3 cm, 1955 (?)



Stefan Żechowski Kobieta-Centaur (Centauryda)

pastel / papier, 29.6 x 20,1 cm, 70’s

check also:

Namio Harukawa on PND! blog

Alex Székely on PND! blog

Stefan Żechowski Tribute Page

Pustelnik – dokument Ryszarda Wójcika

PINK SYMBOLS

Siedem rzeczy w świecie słynie:
Figi, morele, brzoskwinie,
Wino stare, świeca jasa,
Chuj stojący, pizda ciasna.





Trash Pink I MG, 2015

Dear PINK’s

Spacerując wczoraj z Mirellą po lekko przyprószonym śniegiem Skaryszaku natknąłem się na te interesujące formalnie, minimalistyczne obiekty ozdobione niewymuszoną a przemawiającą do mojej wyobraźni polichromią. Cieszy mnie ten potencjał symboliczny, lekkość gestu, wrażliwość Polskiej Duszy – traktuję to jako Dobry Omen na Nowy Rok i chciałbym, korzystając okazji, życzyć wszystkim czytelnikom różowego bloga Dużo Błogości w 2015 – Let It Be Pink!

PINK NOT DEAD!



Trash Pink II MG, 2015

check also:

DEITIES

PRIMITIVISM

PINK LUKA

Zdjęła swój biały fartuszek i owinęła nim duszka; wystawała mu tylko głowa, nietoperze uszki i oczy przypominające oczka ślimaka. *





Pretty in pink – cute cosplayer representing a vocaloid – unforgettable Megurine Luka (巡音ルカ)
via Decadent & Wilde

Dear PINK’s

LUKA! LUKA!

KAWAII!!!

PS: — Czy nie zechciałbyś — spytała grzecznie Antea — czy nie zechciałbyś usiąść mi na kolanach? Będzie ci cieplej, a ja mogę jeszcze owinąć cię spódniczką. Zrobię to bardzo ostrożnie.
Antea wcale nie spodziewała się, że Piaskoludek się zgodzi. Tymczasem usiadł jej na kolanach.
— Dziękuję ci — powiedział — doprawdy robisz wrażenie myślącej osóbki. — Rozsiadł się wygodnie, Antea zaś delikatnie i z pewnym niepokojem objęła go ramionami. *

check also:

PROJECT DIVA

VIRTUAL PINK POLE

TOO PINK

迷的サイバネティックス

*
Edith Nesbit
“Pięcioro dzieci i coś”
Tłumaczyła Irena Tuwim
Wydanie I, Nasza Księgarnia, Warszawa 1957

PINK SOLISSE

Zrozumiałem wówczas rozkosz, jakiej doświadczają, stosownie do swego stopnia doskonałości, duchy i anioły, przelatujące eter i niebiosa, i stało mi się nagle jasnem, czem może być wypełniona wieczność w raju. *





Pink Lips

Dear PINK’s

Solisse – galeria interentowych sylfid – tony selfshotów, potop ust, karuzela bioder. Cudowne. Trochę tylko nie wiadomo co zrobić z tym wirtualnym dobrobytem. Poniższy fragment z Gauitiera wydaje się tu dobrym uzupełnieniem:

“Stąd też z całym spokojem patrzyłem na girlandę kobiet idealnie pięknych, które wieńczyły fryz swą boską nagością; prawda, byłem oczarowany, ale zachowywałem zupełną równowagę ducha; widziałem, jak połyskują aksamitne ramiona, jak skrzą się srebrzyste piersi, jak wykwitają drobne nóżki o stopach różowych, jak falują bujne biodra – i nie odczuwałem najmniejszego wzruszenia ani pokusy. Cudne zjawy, które odbierały spokój świętemu Antoniemu, nie miałyby nade mną żadnej mocy. *”

No ja bym się pod tym nie mógł podpisać – lubię obcować z widmami i nie pozostają mi one obojętne choć przyznać trzeba iż na dłuższą metę bywa to nużące.

PINK NOT DEAD!

check also:

PINK LIPS

GLOSSY PINK LIPS

PINK GLOSSY HEAVEN

PINK PERFECTION

My Personal The Best of Solisse

* Teofil Gautier “Klub Haszyszystów” [Le Club des Haschischins]
w “Stopa Mumii i inne opowiadania fantastyczne”
PIW Warszawa 1980
przełożył Jan Parandowski

CÓRY BAROKU

cwałują niebem prosięta obłoków…





photo by Suze Randall

Dear PINK’s

Lubię jak o tym pisze Szymborska:

Kobiety Rubensa

Waligórzanki, żeńska fauna,
jak łoskot beczek nagie.
Gnieżdżą się w stratowanych łożach,
śpią z otwartymi do piania ustami.
Źrenice ich uciekły w głąb
i penetrują do wnętrza gruczołów,
z których się drożdże sączą w krew.

Córy baroku. Tyje ciasto w dzieży,
parują łaźnie, rumienią się wina,
cwałują niebem prosięta obłoków,
rżą trąby na fizyczny alarm.
 
O rozdynione, o nadmierne
i podwojone odrzuceniem szaty,
i postrojone gwałtownością pozy
tłuste dania miłosne!
 
Ich chude siostry wstały wcześniej,
zanim się rozwidniło na obrazie.
I nikt nie wiedział, jak gęsiego szły
po nie zamalowanej stronie płótna.
 
Wygnanki stylu. Żebra przeliczone,
ptasia natura stóp i dłoni.
Na sterczących łopatkach próbują ulecieć.
 
Trzynasty wiek dałby im złote tło.
Dwudziesty — dałby ekran srebrny.
Ten siedemnasty nic dla płaskich nie ma.
 
Albowiem nawet niebo jest wypukłe,
wypukli aniołowie i wypukły bóg —
Febus wąsaty, który na spoconym
rumaku wjeżdża do wrzącej alkowy

z tomu Sól, 1962

PINK NOT DEAD!

check also:

BBW on PND Blog

BBW on My Tumblr

MUCHOMORY

Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru

Maszeruje pułk muchomorów:
“Przychodzimy z muchami wojować,
Ty nas, królu, na wojnę prowadź!”



Dear PINK’s

Od piątku moje muchomorki rosną sobie w Nowej Hucie vis a vis
NCK. Formalnie nie jest to projekt różowy ale ponieważ miałem totalną frajdę a jest w nich konkretny potencjał radości polecam sobie “milczkiem ciszkiem” przemycić je na różowego forum. Poniżej mój statement dotyczący wszystkich trzech krakowskich odsłon + garść linków.

3 x Kraków

Kiedy zostałem zaproszony do realizacji kompleksowego projektu w przestrzeni miejskiej Krakowa poczułem się tyleż zaszczycony co lekko onieśmielony podobnym wyzwaniem. Trzy instalacje w trzech odrębnych lokalizacjach to nie w kij dmuchał. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że jestem warszawiakiem a relacji pomiędzy dwiema stolicami Polski towarzyszą tyleż humorystyczne co zadawnione animozje. Pewnym ułatwieniem był w tym wszystkim kontrapunkt multikulturowości, per se zakładający przekraczanie utartych granic i lokalnej tożsamości.

Multikulturowość tak Krakowa, w tym konkretnym przypadku, jak i Polski w ogóle jest kwestią do pewnego stopnia abiwalentną – nasz kraj w wyniku specyficznych okoliczności historyczno-politycznych jest dziś mocno homogeniczny i mimo naszego aktualnego “otwarcia na świat” nie ma co udawać, że jest inaczej, natomiast multikulturowość sama w sobie jest tematem pociągającym i coraz bardziej realnym choćby w kontekście powszechnej internetowej osmozy kultur i wypracowanych przez nie kodów.

We wszystkich trzech projektach zdecydowałem się postawić na uniwersalne i powszechnie czytelne ikony. Pierwsza z nich silnie zakotwiczona jest w świecie dziecięcych fantazji, dwie pozostałe odnoszą się pośrednio się do starożytnego Egiptu. Pośrednio gdyż prostota i monumentalny potencjał architektury faraonów zostały już bardzo silnie zasymilowane na poziomie globalnym – Egipt faraonów od wieków zapładnia wyobraźnię ludzi zachodu a niektóre jego elementy przeniknęły już na trwałe do powszechnej ikonosfery a czasami pełniły wręcz funkcje służebne w konkretnych realiach politycznych.

W efekcie powstały trzy projekty, które mają być sukcesywnie odsłaniane w trzech całkowicie odmiennych przestrzeniach miejskich Krakowa – odmiennych nie tylko ze względu na ich otoczenie – mam tu na myśli tyleż kontekst architektoniczny czy dynamikę (Nowa Huta, okolice zaprojektowanej przez Ingardena hali konferencyjnej oraz przestrzeń spacerowo-parkowa) co przekrój społeczny każdej z nich. Mamy więc trzy osobne realizacje, które mam nadzieję sprawdzą się in situ. Są one odmienne tak pod względem skali jak symbolicznej wymowy łączą je jednak pewne charakterystyki formalne oraz specyficzna nuta absurdu.

Pierwszą z nich – Muchomory – będziemy mogli oglądać niebawem w Nowej Hucie vis a vis funkcjonalistycznego pawilonu NCK, sflankowaną od tyłu przez fascynującą a jednocześnie przytłaczającą stalinowską zabudowę okolic Alei Róż. Muchomor interesuje mnie nie tyle w swoim wymiarze psychodelicznym ile jako uniwersalna ikona fantazji, która ze względu na swoją atrakcyjność wizualną zrobiła zawrotną karierę na całym świecie. W kontekście swoistej powagi jaka towarzyszy tyleż historycznemu dziedzictwu Krakowa co wspomnianej komunistycznej architekturze pociąga mnie szczególnie aspekt infantylny, surrealny tej interwencji. Istotne jest też dla mnie to, że wpisują się one w przestrzeń nie tylko jak element estetyczny czy symboliczny gest ale również posiadają swój aspekt liryczno-funkcjonalny. Mam nadzieję, że przed palącym letnim słońcem czy przed strugami jesiennego deszczu będą chronić się pod nimi ludzie chcący w spokoju popatrzeć sobie w oczy, porozmawiać czy po prostu chwilę spokojnie zebrać myśli. Ze stworzą one coś w rodzaju minimalistycznego placu zabaw dostępnego mimochodem tak dla dzieci jak dla dorosłych.

Drugą pracą, której odsłona planowana jest chwilę później jest Obelisk. To już kolejna moja wertykalna, quasi monolityczna rzeźba. Od wcześniejszych (różowy Obelisk poznański, Open’er-owski Totem czy warszawska Królowa) różni się jednak tym, że w sposób bezpośredni nawiązuje do klasycznej formy egipskiego obelisku, który zadomowił się już na dobre w tradycji zachodniej. Kojarzymy chyba wszyscy Obelisk z Luxoru na Placu Zgody w Paryżu ale też i inne egipskie obeliski rozsiane są w różnych ważnych dla naszego kręgu kulturowego miastach (Londyn, Nowy Jork, Rzym etc.), mamy obelisk w Waszyngtonie, obeliski pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, obeliski na cmentarzach wojskowych (szczególnie radzieckich) i cmentarzach żydowskich etc. Zasadniczo wszystkie znane obeliski są neutralne w kolorze (jasno- lub ciemnoszare, czarne) zdecydowałem się więc na prostą konwersję w postaci kolumny tętniącej kolorem. Aplikacja kolorystyczna odwołuje się w tym przypadku do barwnych pasów obecnych w kulturach ludowych wielu krajów świata, żeby wspomnieć tylko meksykańskie sarape czy łowickie pasiaki. Tak więc mamy klasyczny obelisk skalą bliższy tym, które zdobiły barokowe założenia ogrodowe niż swym monumentalnym poprzednikom a jednocześnie zasadniczo od nich wszystkich różny bo pulsujący tęczą. Cztery kule na których jest wsparty funkcjonują nie tyle jako element symboliczny ile mają dodawać bryle lekkości co jest o tyle ważne iż jest to rzeźba wystawiona urodzie życia a nie powadze śmierci czy władzy.

Odsłona trzeciej zarazem ostatniej, wieńczącej cykl interwencji pracy – Piramidy – zaplanowana jest na wczesną wiosnę przyszłego roku. Wydaje się ona szczególnie zasadna w kontekście specyficznej obecności patosu w realiach Krakowa – majestatycznej prezencji Zamku Królewskiego, Kopca Kościuszki i grobowców na Wawelu. Jest prosta, uniwersalnie czytelna, monolityczna, antyczna a jednocześnie, silniej jeszcze niż Obelisk, zadomowiona w świadomości powszechnej. W przypadku proponowanej przeze mnie piramidy najważniejszym jej elementem, podobnie jak w przypadku Obelisku, jest polichromia. Zacząłem od wersji czarno-białej (“awangardowej”), którą szybko zdyskredytowałem (taka aplikacja adekwatniejsza jest w kontekście prusko-pomorskim) żeby zaraz przejść do biało-czerwonej – tu pojawia nam się wartość dodatkowa: “nowoczesna” minimalistyczna bryła wykorzystująca współczesne podejście do koloru w opozycji do zachowawczych tendencji w sztuce narodowej.

We wszystkich trzech projektach kolor jest elementem kluczowym. Nigdy dość koloru na polskiej ulicy.

MG, Warszawa, Październik 2014

PINK NOT DEAD!

check also:

Podróże są fundamentalne – wywiad

“Muchomory” – full photoset (57 pictures) on my flickr

“New Adventures of Orphan Mary or Fulfillment of the Dreams”

Amanita muscaria on my Tumblr

PS: W sieci krąży sporo notatek o Muchomorach – z jednej strony oczywiście fajnie – niech się niesie dobra nowina a z drugiej… swobodne traktowanie informacji przez dziennikarzy i wkładanie człowiekowi w usta wypowiedzi, których nigdy by nie sformułował w taki sposób jest jednak wybitnie irytujące. Najprzyjemniej rozmawiało mi się z Mike Urbaniakiem a publikacja w Beethoven Magazine jest szalenie ekskluzywna lecz i tam w korekcie zamieniono mi “ale” na “bo” co zmienia całkowicie sens zdania – chciałbym skorzystać z okazji i sprostować – powinno być “Nie czytam książek, które są światowymi bestselerami, ale mnie nudzą po kilku stronach.” a jest “Nie czytam książek, które są światowymi bestselerami, bo mnie nudzą po kilku stronach.” – litości – nie dyskredytuję niczego tylko dlatego, że jest popularne.

Radio Kraków

Wawelski Gród

Dziennki Polski

Love Kraków

Gazeta

Muchomory [ Toadstools ]



Maurycy Gomulicki, NCK, Nowa Huta, Kraków, November 2014

curator: Hanna Wróblewska

done as a part of “Wielokulturowość nie działa?” project

organized by Robert Salisz / Ludwig van Beethoven Association

5 objects – steel, car paint; 2.7 – 3.2 meters high

executed by Jacek Żakowski

Big Thanks to director Zbigniew Grzyb for his friendly cooperation and to Jacek & His Team
– Adrian, Ferdek, Grzesiek, Juliusz, Marcin, Paweł, Rafał, Stasiek, Zbyszek) – Guys Ur The Best!