PINK GATE

Кто сказал, что дважды два четыре?





Кра́сные воро́та – simulation 01 MG 2010

Dear PINK’s

Pink gradient over entrance to Krasnye Vorota (Кра́сные воро́та) metro station – simulation – my unrealized project for Moscow. 2010

PINK NOT DEAD!

maurycy



Кра́сные воро́та – simulation 02 MG 2010

check also:

PINK BRIDGE

RED WEDGE

CANDY BAR

Алла Пугачева – Арлекино

LE DEMI-PINK



Marcel Prévost w mundurze Politechniki w roku 1882

Dear PINK’s

Słoneczny żar się z nieba leje, makijaż się rozpuszcza, koronkowe majtki można wyżymać. Tym którym nie dane jest dziś pluskać się w rzeczce serwujemy pouczającą lekturę w sam raz do cienistego gabinetu. Mamy w menu kolejnego niesfornego francuza – na różowym blogu nie może zabraknąć nazwiska Prévost – tym razem nie chodzi jednak o słodkiego opata – ten deser zostawiam sobie na osobną okazję – proponuję poświęcić chwilę jego mniej znanemu, choć niezwykle popularnemu pod sam koniec XIX wieku, imiennikowi – autorowi bulwersującej paryską socjetę powieści Les Demi-vierges – Panu Marcelowi. Pozwalam sobie przytoczyć w całości jeden z jego nieco zwietrzałych lecz wciąż jadowitych kwiatuszków.

PINK NOT DEAD!

maurycy

Między nami panienkami

(Lucy i Mary znajdują się na operze, w małym saloniku w tyle loży. Obie w różowym tiulu, obie blondynki obie niespełna szesnastolatki.
Wystawiają Lohengrina.
Na przodzie loży siedzą mamy, w dyskretnych, nadzywczaj pojedyńczych tualetach i gawędzą z kilku starszymi jegomościami, których szanowny wygląd wyklucza z góry wszelkie podejrzenia flirtu.
Młode dziewczęta podchwytują od czasu do czasu jakąś nieszkodliwą uwagę o pogodzie, o influency, o tym lub owym wypadku śmierci itd.

Wolą przeto w swoim kąciku szeptać ze sobą i chichotać, przy czem tulą się i łąszą do siebie jak kotki).

LUCY

– Ach najdroższa. Twoja matka musi iść z tobą. Cóżbym ja poczęła na balu bez ciebie? I zaręczam ci, będziesz się bawić, jak nigdy w życiu. – Jest to prastary budynek z samymi zakamarkami, krętymi schodami i ciemnymi korytarzami. No a wiesz ty, te korytarze – takich w całym Paryżu już niema. Nie uwierzysz jakie zachwycające wyprawy i odkrycia robiłyśmy tam zeszłego roku. – A wreszcie i “On” tam będzie z pewnością. –

MARY

– A tak, jeżeli mu pozwolę. (Pauza) – Mówno, co wyście wyprawiały zeszłego roku w tych sławnych korytarzach?

LUCY

– No chodziło się tam i napowrót – parami naturalnie – i stawało się od czasu do czasu aby się przypatrzeć jakimś starym dywanom, gobelinom lub obrazom. A wtedy korzystali nasi kawalerowie z tej pomyślnej chwili, aby – – no, ty już rozumiesz.

MARY

– Straszna z ciebie kokietka, Lucy. Pozwalasz tym wszystkim młodym chłopcom na rzeczy, jakichbym ja nawet “Jemu” nie pozwoliła.

LUCY

– Mój Boże, robię jak drugie – nie lepiej i nie gorzej. Przesiedź na najbliższym balu kilka tańców, zamiast tańczyć wciąż jak opętana, według swojego zwyczaju; i przyglądnij się pojedynczym parom – ich twarzom i pozom – a odgadniesz zaraz, o co chodzi wszystkim, wierz mi, wszystkim. – Tak, iż często stawiam sobie pytanie: czy nasze matki są ślepe, czy też wogóle nie chcą widzieć?

MARY

– Dlaczego miałyby niechcieć widzieć?

LUCY

– No dlatego, aby nas jak najrychlej wydać za mąż.
(Pauza podczas, której obie rozważają tę ważną kwestyę).

MARY

– Ale powiedz, Lucy, – na co ty im właściwie pozwalasz?

LUCY (z uśmiechem).

– Komu?

MARY.

– No flirtom twoim, ma się rozumieć. Ty rozumiesz bardzo dobrze, co mam na myśli.

LUCY

– Zależy od tego jakim, ty głupiutka

MARY (niecierpliwie).

– Ach, jakaś ty czasem nieznośna! (Całują się). Chciałabym wiedzieć, co ty im właściwie pozwalasz, lub, aby wyraźniej powiedzieć – (Szuka odpowiednich słów i mówi potem cichutko, jakby wymazywała coś straszliwie nieprzyzwoitego)… tę r z e c z n a j g o r s z ą, na jaką kiedy pozwoliłaś ładnemu chłopcu?

LUCY

– Patrzcie, patrzcie jaka ciekawa! (Całują się znowu). A gdybym o to samo cię spytała?

MARY

– O to łatwo opowiedzieć. Przypominam sobie całkiem dokładnie, jak to było. Zeszłego roku w Villers, wieczorem. Poszliśmy po obiedzie na spacer: mama, wój Szymon, pani de Noisel i “On”.

LUCY

– Jaki “On”?

MARY (naiwnie).

– No, Henryk, naturalnie.

LUCY (ściska ją).

– Pyszna jesteś. Teraz musisz mi opowiedzieć, jakieście szkaradzieństwa mieli ze sobą.

MARY

– O nie, nie było między nami żadnych szkaradzieństw. – A więc: my szliśmy przodem, reszta towarzystwa dość daleko za nami… Znasz przecie drogę do Houlgate, co chwila zakręt; tak byliśmy właściwie całkiem sami. – Otóż, kiedyśmy znowu skręcili, nagle rzuciła się na nas krowa. Przelękłam się tak, że upadłam Henrykowi w ramiona – tak iż moja głowa znalaza się na jego piersiach. A potem przymknęłam oczy…

LUCY (dygocąc z niecierpliwości).

– I cóż…?

MARY

– No, Henryk, skorzystał tej sposobności aby mnie pocałować.

LUCY

– W usta?

MARY (pochyla głowę przytakująco).

– Czy uwierzysz, najdroższa, że przez całe trzy dni nie mogłam myśleć o niczem innem? Tylko wciąż, wciąż o tym pocałunku!

LUCY (w zamyśleniu).

–Tak, ze mną było pierwszy raz tak samo.

MARY

– Więc pozwalałaś się odtąd często całować?

LUCY

– Często? – nie. Ale, mój Boże, cóż wreszcie takiego jest na tem? Wiesz, ja pozwalam się całować ale zamykam przytem usta całkiem mocno i zaciskam wargi. – A ty?

MARY

– O ja… Pierwszy raz kiedy mi się to zdarzyło, nie myślałam w istocie całkiem o tem, aby zamknąć usta.

LUCY (zamyślona).

– Tak? – hm, hm.

(Pauza. Jeden ze starszych jegomościów opuszcza lożę. Przechodząc koło młodych dziewcząt, rzuca im kilka staroświeckich komplementów, ktore nie robią na nich żadnego wrażenia).

MARY

– Boże kochany, jacy to nudziaże ci starzy panowie! Tymczasem jest podobno wiele młodych ładnych kokietek, ktore lubią takich starców. Tak przynajmniej twierdzi Henryk. (Pauza). Ale tyś mi nie opowiedziała jeszcze tej n a j g o r s z e j r z e c z y, jakąś kiedy popełniłą z młodym chłopcem.

LUCY

– Ach idźże, cóż cię to interesuję?

MARY

– Powiedz mi, proszę cię.

LUCY

– No więc, ostatnim rzem na balu u Rodrigue’ów –

MARY

– Czy to ten dom z korytarzami?

LUCY

– Tak – było to właśnie w jednym z tych korytarzy. Staliśmy przed jakimś starym gobelinem –- mały d’Ambland i ja –

MARY

– Ten rudowłosy? – o, tego nie mogę znosić.

LUCY

– Mnie on się bardzo podoba. – Powiedział mi, że mam piękne ramiona. A potem udawał, że chce oglądać rękawki u mojego stanika; podniósł mi rękę trochę do góry i – (robi znaczący ruch).

MARY (chichocze jak zwaryowana).

– Mój Boże, jakie to komiczne! Musiało cię okropnie łaskotać?

LUCY

– Ach, gdzieżtam – odrobinę.

MARY (z błyszczącemi oczyma).

– Powiedz mi jeszcze jakie paskustwa z chłopcami.

LUCY

– Nie chcę; boję się, żebyś nie wypaplała innym.

MARY

– O, Lucy – wiesz przecie, że nigdy tego nie robię. Opowiedz-że mi – pauza zaraz się skończy.

LUCY

– Więc słuchaj – to było znowu z małym d’Ambland.

MARY

– To śmieszne – nigdybym nie posądziłą go o coś podbnego…

LUCY

– Gruboś się pomyliła. – Tym razem było to u nas – pewnego popołudnia. Przyniósł mi bilet do teatru na Miss Helyette. – Mamy nie było w domu; przyjęłam go w małym salonie. przez cały czas umizgał się do mnie i chciał mnie pocałować. Ale ja nie pozwalałam i śmialiśmy się oboje, że umrzeć. (waha się przez chwilę). W końcu kazałam mu iść precz. Kiedyśmy stali we drzwiach, klęknął przedemną – stałam tuż przy nim, myśląc,  że chce mi nogi wycałować, jak to nuż nieraz czynił.

MARY

– Uważaj, twoja matka podsłuchuje…

LUCY

– To źle – przysuń się bliżej do mnie. (Pochyla się ku Mary i szepta jej koniec opowiadania do ucha).

MARY (jak gromem rażona).

– Co?! – pod suknię?

LUCY

– Ależ naturalnie. A cóż ty myślisz? –– Lecz teraz chodź, mama nas woła.
(Wchodzą napowrót do loży. Orkiestra gra marsz weselny).

przełożył Bud Look
Kraków 1909
Nakładem księgarni Stefana Kavki
Drukarnia Aleksandra Rippera

Check also: DARK PINK

PINK DIOR

The tones of gray, pale turquoise and pink will prevail.





Jessica Stam in Pink for Christian Dior Fall / Winter 2007

Dear PINK’s

Today Top Shelf Pink. It’s Beautiful. Instead of commenting a quote from my beloved Black Bishop:

She was quite a doll. She wore a white belted raincoat, no hat, a well-cherished head of platinum hair, booties to match the raincoat, a folding plastic umbrella, a pair of blue-gray eyes that looked at me as if I had said a dirty word. I helped her off with her raincoat. She smelled very nice. She had a pair of legs-so far as I could determine-that were not painful to look at. She wore night sheer stockings. I stared at them rather intently, especially when she crossed her legs and held out a cigarette to be lighted.
“Christian Dior,” she said, reading my rather open mind. “I never wear anything else. A light, please.”
“You’re wearing a lot more today,” I said, snapping a lighter for her.
“I don’t greatly care for passes this early in the morning.”
“What time would suit you, Miss Vermilyea?”
*

PINK NOT DEAD!

maurycy

* Raymond ChandlerPlayback” 1958


check also:

Pink Dior photo #2

Pink Dior photo #3

Jessica Stam by Richard Burbridge, i-D September 2004

PINK NIKE

These boots are made for walking, and that’s just what they’ll do / One of these days these boots are gonna walk all over you.



Nike Dunk High Heels – Hermosa Pink

Dear PINK’s

I saw (and bought) high heeled snickers for the first time during my trip to Hong Kong in 2004. Soon they become fashionable – thousands of blue eyed and UV tanned Cinderellas decided to try their luck in pseudo-sportive stilettos. Although I do not see them so often on the streets anymore seems like Nike isn’t giving up on the idea. Nice. Me like tenis-zapatilla 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy



Nike Dunk SB Low Heels Pink Black



Nike Dunk High Heel High Top 2012 Pink Black

check also:

PINK BLOW

PINK HEELS

&

PINK BANG

HEAVY PINK

The bigger the cushion, the sweeter the pushin’ / That’s what I said / The looser the waistband, the deeper the quicksand / Or so I have read…





春川ナミオ #001

Dear PINK’s

Namio Harukawa (born 1947 in Osaka) without doubt can be seen as a cult figure at the worldwide femdom scene. I would not hesitate to say that he is a true facesitting fantasy king. Although BBW neither BDSM aren’t exactly my thing I must to admit that I find many of Harukawa’s divas absolutely irresistible – there’s peculiar powerful sweetness in their fractions / expression and that’s why they can’t be missed at the pink forum. Plenty of Harukawa’s drawings, most of it either bicolor or monochrome, can be seen at adultscards.net & bbwfacehumpers.com. Master’s work a part of facesitting and smothering involves also urolagnia & scatology – watch it at Ur own risk.

PINK NOT DEAD!

maurycy



春川ナミオ #002



春川ナミオ #003



春川ナミオ #004



春川ナミオ #005



春川ナミオ #006



春川ナミオ #007

Big bottom, big bottom / Talk about bum cakes, my girl’s got ’em / Big bottom drive me out of my mind / How could I leave this behind?

PS: I find curious certain parallels between Harukawa’s and Żechowski‘s art 🙂



Stefan Żechowski’s illustration for Emil Zegadłowicz‘s “Motory” 1937/8

(A year later the edition was confiscated and the artist accused of inmorality.)

Harukawa’s swings (1, 2, 3, 4) vs. Żechowski’s swings (1, 2)

check also:

BBW PINK

APRIL PINK

PALEOLITHIC PINK

PINK PANDEMONIUM

OCTOBER PINK

PINK BUG

Que dichosas son las pulgas / Que se suben a tu cama /
A gozar de tu hermosura / De la noche a la mañana



Pink Cricket photo: Lisa Presley, thanks Krzysiek

Dear PINK’s

Seems that there is more pink bugs than one could think. Even pink grasshoppers although those are pretty rare. With ratio 1 : 1000, pink grasshopper became an extremely rare to found on earth. First discovered in 1887, this pink color is the result of a condition called erythrism, similar to a recessive gene that afflicts albino animals. Professor Dan Johnson, former President of the Entomological Society of Canada wrote about this: ”.. The rose form of some grasshoppers appears to be genetic. The rose colour is not restricted to one species of family of grasshoppers and katydids, but is is always rare. In some cases, the proportion of rose-coloured members of a local population may increase to as much as 10%, but typically they are rare, on the order of 1 per 1000 to 1 per 10,000, or even rarer.

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

Portrait of Pink Grasshopper by Thomas Shahan

Pink Mantis by Jimmy Hoffman

Evening Primrose Moth, Schinia florida by Bev Wingey

HENTAI – ten years after

I’m making such lewd noises, how embarrassing





Ren Nanase 七瀬 恋 Night Shift Nurses

Dear PINK’s

Dokładnie 10 lat temu opublikowałem we “Fluidzie” artykuł o Hentai. Ponieważ niedawno znikł z sieci pomyślałem sobie, że mogę go tutaj przypomnieć. Mimo iż okres głebokiej fascynacji zjawiskiem mam za sobą a na pewne jego aspekty patrzę dziś nieco inaczej wydaje mi się, że nie najgorzej wytrzymuje próbę czasu.

PINK NOT DEAD!

maurycy

Hentai: Wstyd i teatr wstydu

Hentai w języku japońskim to dosłownie „perwersyjny“ albo „perwersja“. Dziś pod tym terminem rozumiemy szeroką gamę produkcji erotycznych w estetyce mangowej od komiksów amatorskich (dojinshi hentai), poprzez filmy animowane, aż do gier RPG, czyli najprościej mówiąc japońską pornografię rysunkową.

Na jałowe dyskusje nad tym, co pornografią jest, a co nie jest, nie mamy miejsca. Załóżmy więc od razu, że z nią właśnie mamy do czynienia. Pornografia już jako sfera manifestacji wizualnych o natychmiastowym impakcie wydaje mi się kwestią dostatecznie interesującą. W przypadku Hentai będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem daleko bardziej złożonym – oddziałując bezpośrednio na libido (spełniając więc podstawową funkcję pornografii), jednocześnie otwiera niemal nieograniczoną przestrzeń dla manifestacji metaseksualności.

1. Wirtualność (Hentai Girls Better Than Real!)

Dużo mówiło się o wirtualności kilka lat temu, w tej chwili głosy jak gdyby przycichły. W przypadku Hentai mamy do czynienia ze zjawiskiem wirtualności realnej i progresywnej. Sam fakt, że postacie rysunkowe mogą tak silnie stymulować, aby stać się realną alternatywą pornografii, już wydaje się dostatecznym tego dowodem. Ilość serwerów stron Hentai w internecie i łatwość dostępu do materiałów wizualnych dystrybuowanych przez fascynatów jest niemal porównywalna z pajęczyną pornografii cyfrowej. Postacie Hentai posiadają jednak prezencję osobową daleko bardziej rozwiniętą niż bohaterki porno (które zawsze jednak pozostają zakotwiczone na pozycji li i jedynie podmiotu żądzy), a co za tym idzie, prowokują bardziej złożone reakcje u odbiorców. Kontakt z Hentai odbywa się nie tylko na poziomie oglądania obrazków, lecz także na poziomie fabuły (manga, anime), interakcji z fabułą (gry RPG – „Viper“, „Milky House“) czy fetyszystycznego obcowania z idolami (od lalek począwszy). Nie wątpię, że w świecie otaku następnym krokiem po zabawie w Cosplay (przebieranie się za mangowe postacie; kostium jako element gry seksualnej) jest adoptowanie internetowego alter-ego jako postaci fantastycznej. (Hot Chat pomiędzy Sakurą a Sailor Moon napewno już gdzieś się odbywa). W miarę rozwoju technologii wirtualnych niewątpliwie będziemy mieli do czynienia z coraz bardziej sensorycznymi formami uczestnictwa w grach Hentai. Możliwość wirtualnego doznawania rozkoszy w połączeniu z dokonywaniem projekcji osobowych na postacie wirtualne prowadzi w efekcie do wirtualnych namiętności, wirtualnych obsesji, a być może także do wirtualnych miłości.

2. Potencjał dramatyczno-liryczny

Niewątpliwym sukcesem Hentai jest fakt, że tworząc fantazje erotyczne udało się przekroczyć fatalne ograniczenie pornografii, wprowadzając w filmy i mangi konsekwentnie skonstruowane i prowadzone wątki psychologiczne, romantyczne i sentymentalne. I tak w „Teacher’s Pet“ (Kan Fukumoto, Yoursei Morino) mamy paralelne historie młodzieńczej miłości i edukacji seksualno-emocjonalnej nastolatki, submisywnego otwarcia sfrustrowanej pani nauczycielki i odrodzenia zranionej duszy poprzez miłość i seks. Sprawność w konstruowaniu historii o podłożu romantyczno-sentymentalnym jest generalnie charakterystyczna dla Hentai. I tak obok nieskończoności romansów licealnych mamy też bajki takie jak „Koihime“ (Elf, Masaki Shinichi, Yoshika Takawo), gdzie bohater spotyka cztery towarzyszki dziecinnych zabaw (demoniczne księżniczki), które ofiarowują mu się w szalenie zdeterminowany i personalny sposób. (Cztery formy oddania – silne związki emocjonalne z przeszłości, silny ładunek sentymentalny, a jednocześnie perfekcyjne i szalenie zindywidualizowane sekwencje pornograficzne). „Bondage Mansion“ (Ejii Oubi, Ken Raika, Isao Yunagida) proponuje wreszcie zapętloną i tragiczną opowieść o mrocznym sekrecie familijnym. (Matka bohatera w przeszłości była podmiotem turnieju seksualnego, a w chwili śmierci ojca on sam wraz ze swą ukochaną stają się uwikłani w podobną sytuację). We wszystkich tych produkcjach indywidualne scharakteryzowanie i emocjonalne uzasadnienie postaci jest elementem budującym napięcie równie silnym jak wizualne teatrum rozkoszy (pot, śluz, łzy). Innym interesującym, bardziej jeszcze rozbudowanym pod względem akcji przypadkiem są „Kite“ i „Mezzo Forte“ (Yasuomi Umetsu) – filmy z pogranicza gatunku, będące brutalnymi (szczególnie „Kite“) fantazjami futurystycznymi na temat zbrodni, ze scenami Hentai zintegrowanymi z całością narracji.

3. Style/ Estetyzacje

Postać ze swej istoty jest zredukowaniem, ale i zarazem jest erzacem osoby (fantazja na [jej] temat). Bohaterki Hentai zawsze konstruowane są na fundamencie zasadniczo fetyszystycznym, przy czym fetyszystyczny będzie tak kostium (uczennica, pielęgniarka, bunny, kitty etc.), jak sytuacja (szkoła, wakacje, biuro, pałac). Kostium, będący często elementem pierwotnym, implikuje również konkretne okoliczności (stan urody i wrażliwości w partykularnym, również fetyszystycznie scharakteryzowanym miejscu, momencie czasu – sala gimnastyczna, pora kwitnienia wiśni, nocny dyżur…).

Ciekawym przypadkiem jest „G-Taste“ (Hiroki Yagami), gdzie bohaterki – kariatydy odbiegające zasadniczo od japońskiego standardu Lolity – tworzą specyficzną fetyszystyczną familię. Na ilustracjach w mangach, OVA-ach, wreszcie w albumach możemy podziwiać ociężałe ciałem pielęgniarki, pokojówki i sekretarki zaangażowane w paradoksalną metalesbijską grę zmysłów. Wizja ta może być dość obraźliwa dla niektórych, jako że kobiety sprowadzone są w niej praktycznie do roli dorodnych mlecznych krów, charakteryzuje się ona jednak wyjątkową jakością rysunku i sporą dozą paradoksalnych konceptów. (Relacja pomiędzy pielęgniarką obsesyjnie pijącą mleko i lekarką osłuchującą jej bulgoczące łono w czasie przerw w wezwaniach do nagłych wypadków. Dość niesamowite są też gastroskopiczne pejzaże przedstawiające rzekę mleka płynącą różowymi kanionami wnętrzności).

Systematyka typów bohaterek Hentai mogłaby z grubsza wyglądać następująco: licealistki, kobiety pracujące, maskotki, stworzonka, elfy, wróżki, wojowniczki, awanturnice, walkirie, arystokratki i demony. Lista na pewno jest dłuższa. Wszystkie te konwencje, w sposób charakterystyczny dla mangi w ogóle, mogą wchodzić ze sobą w swobodne konglomeraty – tak więc fuzja arystokratycznej ballady futurystycznej z wykorzystaniem kostiumu z Dzikiego Zachodu z elementami cyber jest również jak najbardziej na miejscu. Także sposób rysowania, proporcje ciała, twarzy, oczu (zwierciadeł duszy), mimo iż nieznacznie od siebie odbiegające z punktu widzenia laika, zmieniają jednak zasadniczo charakter postaci. Tutaj możemy obserwować to, co nazywa się indywidualnością w obrębie kanonu. Niezależnie jednak od tego, jaki gust będzie fundamentem dla danej fantazji, wypracowana ona będzie prawie zawsze ze skrajną obsesyjnością i atencją dla szczegółu. Jednocześnie, jako że z fantazją mamy do czynienia, estetyzacje i idealizacje doprowadzone będą do niemożliwego: rozwiane szmaragdowe loki wiją się kilometrami pośród wytrysków godnych sewillskich fontann.

Osobną kwestią w obrębie idealizacji/ estetyzacji będą wizualizacje rozkoszy. Mając za sobą tradycję hypermetamorfozy (całe nieomal anime z „Czarodziejkami z Księżyca“ na czele) i zmysłowości zniszczenia („Akira“, „Evangelion“, żeby wymienić tylko kilka), a jednocześnie doświadczenie świetlikowych nocy i stereotyp deszczu wiśniowych płatków, twórcy Hentai posuwają się do najfantastyczniejszych „onomatopei“ rozkoszy. I tak w „Cool Devices“ możemy oglądać świetliste penisy z gwiezdnego pyłu i mistyczne rozbłyski w momentach ekstazy. Równie popularne w tym repetytorium są członki niewidzialne (transparentne) oraz schematyczne przekroje penetracji. Bohaterki w momencie orgazmu emitują światło i promienie, a ciała ich zraszane są nasieniem z równą szczodrością co urodzinowy tort lukrem.

4. Cenzura, Lolitas i postlolitas

Powojenna Japonia w swym pędzie do ujednolicenia norm obyczajowych z Zachodem narzuciła sobie dość sztywny gorset cenzury. Żadna publikacja przedstawiająca genitalia czy owłosienie łonowe nie mogła się ukazać publicznie aż do zmiany ustaw pod koniec lat 80. (Ofiarą tej polityki padły również klasyczne japońskie XIX-wieczne drzeworyty znajdujące się w muzeach). Praca autorów Hentai w tym okresie przypominała nieustanną zabawę w kotka i myszkę z cenzurą. Rysownicy zaczęli tworzyć infantylne, dziewiczo gładkie postacie z niepomiernie wybujałymi piersiami. Wtedy też zaczął się formułować kanon Rorikon (Lolity), który w swych wielorakich i nieoczekiwanych mutacjach przeżywa boom do dnia dzisiejszego.

Tak potencjał dramatyczny, jak i stylistyka Hentai zdeterminowana jest przez konkretne konwencje funkcjonujące w kulturze japońskiej. Pierwszą i ewidentną będzie fascynacja wiekiem niewinności, tęsknota za rajem utraconym. Ta właśnie wszechobecna w Japonii idealizacja młodości prowadzi w efekcie do zjawiska zdefiniowanego przez Friderika L. Schodta jako „overemphasis of prepubescent cuteness“ (przesadna emfaza wdzięku wieku dziecinnego), a więc i do kompleksu Lolity (Rorikon). Rorikon w Japonii jest rzeczywistością i opasłe miesięczniki Hentai („Lemon Club“, „Po Pi Pam“ etc.) pełne są pedofilskich opowiastek nieakceptowalnych dla zachodniego odbiorcy. Jednocześnie idealizacja młodości jest czymś naturalnym i absolutnie podstawowym w kulturze począwszy od antyku i nie można załatwić się z nią po prostu otaczając ją kordonem sanitarnym z napisem „Pedofilia“. Postacie infantylne i semi-infantylne występujące w Hentai to nie jedynie zdeformowany perwersyjny obraz orgii w przedszkolu, ale również apoteoza doskonałego piękna.

Inną silnie związaną z kultem Lolity konwencją erotyczną będzie wstyd i teatr wstydu. Doznanie wstydu potęguje unikalność chwili, niezwykłość przeżycia. Japończycy, będący specjalistami w celebracjach i rytualizacjach, wypracowali sobie specyficzną formułę emocjonalnych obnażeń. Nie na darmo seks kobiecy porównywany jest do pączka róży, owocu, ostrygi. To co pierwsze, świeże i nietknięte jest jednocześnie nieprawdopodobnie wrażliwe i delikatne. Dziewictwo należy do świata ukwiałów i anemonów. Świadomość tego może prowokować do agresywnej akcji wobec spodziewanej intensywności recepcji. Osobiście nie jestem wielbicielem opowieści o gwałconych sierotkach, ale stąd one właśnie płyną.

5. Gwałt/Cierpienie

Kultura japońska jest niesłychanie estetyczna i niesłychanie brutalna zarazem. W literaturze i sztuce trudno znaleźć cokolwiek, co nie byłoby uszlachetnione cieniem melancholii lub cierpienia. Nie zapominajmy też o japońskim militaryzmie i romansie teutońskim (państwo Osi, okupacja Mandżurii, wojna na Pacyfiku). W kulturze tak niesłychanie hierarchicznej opresja jest elementem codziennym. Nic dziwnego, że rytuały SM i wszelkie formy upokorzenia zakorzeniły się mocno w japońskich fantazjach seksualnych. W kinie offowym lat 60. dobrym przykładem tego będą Masumura i Wakamatsu. Dominacja zresztą wydaje mi się stosunkowo najmniej interesującym elementem zjawiska jako najbardziej paralelna z post Sade’owską kulturą erotyczną Zachodu.

Nie sposób jednak, próbując ogarnąć fenomen Hentai, nie wspomnieć o notorycznej kwestii gwałtu i upokorzenia. Najbardziej charakterystycznym przykładem będzie tu „Shusaku“ – historia erotycznych wyczynów wyjątkowo obleśnego starucha (woźnego szkolnego) szantażującego grupę uczennic w internacie Akademii Muzycznej. Jeszcze bardziej ekstremalna jest seria „Night Shift Nurses“ (Nao Okezawa), w której bohater (felczer) dokonuje upokarzających eksperymentów seksualnych na szantażowanych pielęgniarkach miejskiego szpitala. (Wszystko to w niezwykle subtelnych różach i seledynach). Kolejnym rodzajem swoistej sublimacji seksualnego okrucieństwa jest koncept zbiorowego gwałtu na oczach następnie zamordowanego kochanka, a i takie kwiatki zdarzają się często na scenie Hentai. Fantazje satanistyczne również dały znać o sobie – w znakomicie rysowanej i skrajnie drastycznej „Bible Black“ (PC Game / OAV Ikko Honda, Hamuo, Yoshiten). Obydwie te skrajnie drastyczne produkcje zawierają również sceny skatologiczne. Wszelkie formy bondage wreszcie będą częstym gościem w animowanych fantazjach, ale tu wkraczamy już na bardziej mnie interesujący teren rytualizacji.

6. Perwersja

Oprócz wspomnianego już kompleksu Lolity częstym motywem Hentai jest kazirodztwo. Paradoksalnie to właśnie historie kazirodcze najbardziej są wysłodzone i pełne powszechnego spełnienia. Klasycznym przypadkiem będzie tu manga „Super Taboo“ (Wolf Ogami) wydawana w Stanach przez Eros Comix, w której brat i siostra używają sobie do woli z własną młodą mamą, a wszystko to w akompaniamencie uśmiechów i rozlicznych bąbelkujących serduszek. Generalnie interesują mnie wszelkie wizje serajów (począwszy od niesławnej „Casa HowhardRoberto Baldazziniego, a więc i te najbardziej perwersyjne wydają mi się bardziej obiecujące niż mroczne fantazje rodem z piwniczki, a to dla samej już intencji. Osobnym i zupełnie niesłychanym przykładem metaperwersji jest manga „Bondage Faires“ (Kondon) odcinkowa opowieść o przygodach zakutych w lateks miniaturowych wróżek. Nasze mikroskopijne bohaterki (uroczy romans lesbijski) pełnią funkcję strażniczek łąki i przeżywają nie bez satysfakcji rozliczne erotyczne perypetie z żukami, kretami, pijawkami etc.

7. Metaseksualność

Zachód stać było w swych fantazjach erotycznych najwyżej na suki z piekła rodem. W Hentai seks z aniołem (Kohime) nie będzie niczym nadzwyczajnym. Wszyscy tu przechodzą ruję: ludzie, zwierzęta, bogowie i demony. Jedną z najbardziej pekuliarnych i ekstremalnych odmian Hentai jest ta dedykowana Tentacle Sex. Rozdwajające się macki, wyspecjalizowane pęki podmacek niosą ze sobą multiobecność/ multiświadomość doświadczenia seksualnego. Seksualność bestii ma długą tradycję w kulturze zachodu – zawsze jednak formułowała się ona na poziomie sugestii (porwanie, ofiara smokowi etc.), prawie nigdy zaś aktu (wyjątkiem jest tu „Bestia“ Borowczyka). Przez długi czas miałem opory wobec portali prezentujących Monster Sex – jeżeli już gwałt budzi mój sprzeciw, jakakolwiek fantazja na temat metagwałtu pozostawała poza dyskusją. Mój stosunek do zjawiska zmienił się, odkąd obejrzałem „La Blue Girl“ (Toshio Maeda, Rusher Ikeda). Ten absolutny klasyk gatunku to opowieść o przygodach Miho Mido (pół-dziewczątka, pół-demona) – niewinnej licealistce, która cały swój wolny czas spędza na doskonaleniu kunsztu seksu ninja i seksualnych potyczkach z demonami. Kto pierwszy osiągnie orgazm, ten przegrywa – łatwo sobie wyobrazić, że Miho, córka Króla Shikimy – Pana Świata Cielesnej Żądzy, rozkłada szablozębe i mackorękie potwory pokotem jednego za drugim. Relacja człowiek-bestia nie jest zresztą w żaden sposób ograniczająca – osobnym rozdziałem w Hentai będzie wszystko to, co dotyczy hybryd seksualnych. Hermafrodytyzm i mutacje animalistyczne znalazły żyzny grunt na stronach mang. Komiksy takie jak „Alice in Sexland“ (Mashumaro Jyuubaori), „Silky Whip“ (Oh! Great) czy „Winter Heart“ eksplorują ochoczo uroki metaseksu. Bohaterki często ozdobione kocimi uszami i ogonami, a wyposażone oprócz wagin w ogromne (a czasem i mnogie) fallusy oddają się rozkoszy we wszelkich możliwych okolicznościach przyrody. Alicja wkracza do krainy seksu na falach spermy, a niekończące się orgazmy eksplodują tysiącami kalejdoskopów.

Jeżeli mamy skłonność do postrzegania realnych dziewczyn w kategorii fantazji (funkcjonują paralelnie na płaszczyźnie realnej i fantastycznej), to, przyjmując rozróżnienie pomiędzy kategoriami osoby i postaci, w Hentai możemy obserwować dyfuzję w odwrotnym kierunku, tzn. jak postać zrodzona z fantazji komplikuje się i nabiera cech realności. Komplikuje się także dlatego, iż w miarę jej ewolucji zmienia się nasza z nią relacja, co równocześnie zmienia jej potencjał i znaczenie. Jeżeli pornografia powstaje wobec fantazji, to Hentai będzie fantazją w postaci czystej. Jest to bardzo daleko posunięta manifestacja fantazmatów rozkoszy. U Mishimy, Kawabaty i Tanizakiego
też je znajdziecie. Freud by się wściekł, gdyby tego dożył. Piana by mu poszła z pyska.

Maurycy Gomulicki, México DF, 2002*



Raika Grace, Viper F40anigif via Danbooru



Raika Grace, Viper F40anigif via Danbooru

check also:

HENTAI GIRLS BETTER THAN REAL

PINK FORCE

PINK CARTOONS

PINK KiSS

PINK PYGMALIONISM

PINK TRANSFORMATION

PINK POSER

PINK PANDEMONIUM

BALDAZZINI – PERVERSION and SENSIBILITY



Pink hentai nurses double boob job

* tekst zasadniczo w wersji oryginalnej – dokonałem minimalnych poprawek.

PINK DOTS

A gdy ją ujrzał taką całą w groszkach
To mu się zrobiło jak po dobrych proszkach





Katarzyna Mirczak Znaki Specjalne (Polka Dots / Groszki)

Dear PINK’s

Brutal Ink is on. I am heading home. I am very glad about this “double feature” – I belive that our projects support each other well and from all those “comparative typologies” we are showing one can clearly see that in this “Whole male universe”, however chauvinist or even misogynistic it could get, the Woman keeps being central figure. Big Thanks to Sebastian & Nahuel for they interest, professionalism & friendship. A bunch of ink soaked flowers for Hank, Dan, Dejan and the whole Amsterdam Tattoo Museum crew for they participation. Above one more picture by Kasia – even the creepiest polka dots are pink in some way 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

BRUTAL PINK

BRUTAL PINK

Przytul główkę moja mała i obciągnij kindybała…





Katarzyna Mirczak Znaki Specjalne #006

Dear PINK’s

If Anybody has in mind Damn Dam this Spring I would like cordially invite U to the Truly Raw Exhibition.

Brutal Ink
Polish Penitentiary Raw Tattoo
by Katarzyna Mirczak & Maurycy Gomulicki

19th May – 1st July 2012
Opening: Saturday May 19th at 17:00-19:00
Opening Speech at 17:30 by Henk Schiffmacher
Location: WM Gallery
Elandsgracht 35, 1016 TN Amsterdam tel: 020-421 11 13 fax: 020-639 19 31
Open Thursday to Saturday and every 1st Sunday of the month from 14 to18 hrs.
gallery@gallerywm.com
www.gallerywm.com

INK NOT DEAD!

maurycy

Anthropologists in Art proudly present Brutal Ink; an unique duo-exhibition of Polish raw tattoos by Maurycy Gomulicki and Katarzyna Mirczak. Both artists present two very different aspects of the little-known world of the Polish raw tattooing practice with their respective series – Gomulicki’s Dziary (Raw Tattoos) and Mirczak’s Znaki Specjalne (Special Signs). While tattooing is usually done with specially crafted tools and ink in the strictest of hygienic settings, raw or brutal tattoos are mostly done in situations where professional instruments are unavailable e.g. in prisons where the art of tattooing is generally prohibited. Although these tattoos can be extremely complicated and of high aesthetic quality, generally they are characterised by a monochrome design, and often carry particular symbolic or sentimental value for the bearer and their social, criminal or professional peers.

Both the series by Maurycy and Katarzyna have the limited visual accessibility for the ordinary public in common. Beside the considerable artistic merit, that both series harbour individually, together they possess an inherent voyeuristic and anthropological sensibility of this oftentimes misunderstood creative practice.

Mirczak’s series (Znaki Specjalne – Special Signs) of 25 photographs features glass jars containing pieces of tattooed flesh and skin, perfectly preserved in formaldehyde; the oldest dating back to 1875. Some are the only traces left of long-forgotten sailors and soldiers. Most, however, are of deceased prisoners posthumously dissected. This beautifully photographed series undoubtedly imparts an ambivalent feeling to the viewer, both that of revulsion and attraction.

Most of the people documented by Gomulicki have been incarcerated at some point or other (especially in the period 1950-1980) and were tattooed whilst in the Polish penitentiary system. Sentiment and humour prevail, although here and there tattoos of stars, epaulettes and symbols signify a secret language of the various prisons. However, the most popular designs are those of women, pop-cultural expressions (a large back-tattoo of John Travolta and Olivia Newton John is unforgettable) and lyrical one-liners. In all, the darker side of life is clearly visible on these weathered bodies, ravaged by alcohol, time and a jumble of old scars that criss-cross the human canvas.

Brutal Ink’ is part of the programming of the International Photography Biënnale: 16th May – 1st July 2012. WM Gallery is proud to be the official represent of Poland and Polish contemporary art during GRID 2012.

Gdy pobierzesz krew rzetelnie to wyliżę ci patelnię.



Maurycy Gomulicki Zbyszek_4439, Białystok, Poland, May 2011

The Rivers of Ink

I wear a dozen drawings on my body. As an 11 year old boy, I would read, ears burning, Bradbury’s “Illustrated Man” – but a few years ago, when a friend of mine Piotr Rypson suggested that I could take up documenting the generation of Git-Men* at first my reaction was half-hearted. I regarded photographing tattoos as a quite obvious thing to do – the market is filled to the brim with glossy magazines dedicated to skin designs and patterns; I used to associate taking portraits of old lags with the sepia toned photography of the 90s, which, to put it mildly, doesn’t fill me with wild enthusiasm. But life, as usual, has run its course. My current adventure with tats was detonated when I encountered a sailor in the spring of 2007. I was walking back home from the Hel Peninsula beach, it was rather chilly, I was in the middle of pouring sand out of my shoes, when I saw an incredibly crooked whale adorning a burly forearm just before my eyes. It was love at first sight. Since that moment, I’ve reacted to the slightest trace of dead blue pigment showing from under a cuff just as Euglena reacts to light. I scan the world around me in search of ink.
I’ve been devoted to anthropology of pop culture for many years now – I record hundreds of bizarre mutations, scattered around the universe of plastic, rubber or concrete. I’m continually learning beauty from scratch. My fascinations involve post-folk and neo-primitivism. Pop, regardless of its numerous flaws, has one fundamental virtue – there’s no place for anything insipid, only the real potentials can pass the trial by fire. Tattoos hold a special position in this context – inks are not ephemeral like the majority of cheap mass market Chinese polyethylene wonders or video flicks. There’s nothing impermanent to them, unless of course we consider our biological existence as such. Tattoos are forever, even those done completely mindlessly. Only the few of those inked, tormented by horrible nightmares writhing over their bodies, reach for radical measures to remove them, with saltpeter or pumice, or cover the whole areas of skin with an inked over “night”, however, the marks will always remain.
I love crude drawings, their raw expression. That said, I don’t downgrade the artistic tattoo, but there’s an unbelievable weight of authenticity in the scribbles made only with needles tied with a thread. Fantasies and hopes manifest themselves in such tattoos in a very convincing manner. I am deeply moved by dreams of adventures, deep-sea voyages, exotic paradises that spin in the courtyard, near a carpet-beating stand, at a prison cell, or in a military unit. Pictures created under the influence of some internal imperative, sincere even when they pretend, are loaded with power. Their potential is further amplified by the ostentatious disrespect for sacrum – some of the bodies are scribbled all over like walls in a public toilet. Not without reason, prison inks are sometimes called “dirty drafts”. It’s magma in which only the absolutely basic thoughts and feelings bubble: Hatred and Revenge. First Love, Great Inseparable Love, Ann, Kate, Sarah. I Love Freedom, Ladies Only, Beware Whom You Trust – all genuine declarations, credo, professions of faith – the rest is just superfluous.
At first, I used to seek only what is the simplest, the most rudimentary; as time passed I started to register refined cases of homemade inks as well. My bestiary, has been dominated by criminals, it wasn’t a conscious decision – spontaneous acts of visual naughtiness fascinate me regardless of their origin, but the bearers are often ashamed of the mistakes of their youth. It turned out that the hardest thing is to make the owner of one lopsided heart or anchor let it be photographed. On the other hand, recidivists are in most of the cases reconciled with the stories of their life – shame gets replaced with pride, a natural decision, as it seems. The blokes who experienced 15+ year long sentences have the least qualms about unbuttoning their shirts, dropping trousers – showing their backs, shoulders, thighs, calves adorned with hieroglyphs. Polish criminal tattoo is far less impressive than the Gulag tattoos catalogued by Bladaev, yet Poland is a small country in comparison with the Russia, so there’s less criminals and the maximum security prisons are smaller, however terrible as well.
In the whole process, a peculiar experience was to cross a certain boundary of contact, the taboo of physicality – many times while taking photos I had to touch the hands that stole, harmed or killed and turn them to better light, the fact that my purpose was clearly defined certainly helped: I’m trying to build an archive of a specific era, of culture which is perpetually changing, despite the fact that some of the motives that are characteristic to it are going to stay universal forever. Together with the social acceptance of decorative tattoo the clumsy brutal pictograms are in decline. The osmosis between the prison and freedom tattoo is getting more and more visible. My heroes seem to understand this fact, they know what Oldschool means and this identity fills them with pride. As for myself, what they get from me is respect – even if their deeds need to be condemned, their uncompromising nature deserves it. Rivers of ink have hollowed these bodies out. The story of their lives is written in pictograms on their own skin. It’s the History of Art as well – vanitas vanitatum, but at the same time expressionism in its purest form.
Maurycy Gomulicki, February 2012, Mexico DF

* members of a 1970s Polish subculture inspired by the criminal underworld



Maurycy Gomulicki Marian_5892, Wola, Warszawa, August 2010

Kobieta – zabawka do łóżka



Katarzyna Mirczak Znaki Specjalne #017

check also:

PINK INK

PRISON PINK

DZIARY (BRUTAL TATTOO) Set at My Flickr