PINK SKULLS

…tajemnicza bogini moich nocy, rękami hymenu podała mi czarę
rozkoszy…



Rhodochrosite Carved Crystal Skull, 3.7″ by Skullis

Dear PINK’s

Pierwszy raz od lat strasznie mi się skomplikowała cmentarna przygoda. Jestem w Meksyku a nie w Warszawie, okoliczności więc wydawałby się idealne do celebracji, miałem nawet jechać do Oaxaca z Michałem i Sheily ale nawał pracy w Kancelarii tudzież mizerna kondycja zdrowotna nie pozwalają mi na to – cóż mam nadzieję wybrać się przynajmniej na Panteón de Dolores z jakim duchem serdecznym i butelczyną zacnego rumu w kieszeni odwiedzić grób Lolity.
Ponieważ w to święto zmarłych nie mogę niestety głośną lekturą uprzyjemniać moim przyjaciołom powązkowskiego spaceru pozwolę sobie ku pokrzepieniu serc przytoczyć kilka fragmencików z Historii Giulia Romati / Księżniczki Monte Salerno (której pałac nota bene wydaje się być godnym Diuka Jana) mam nadzieję, ku państwa przyjemności – do rękopisu wracać można bez końca 🙂

– Panie Romati, księżniczka Monte Salemo poleciła mi pokazać ci wszystkie piękności swej siedziby.
Odpowiedziałem, że sądząc o księżniczce po jej orszaku niewieścim, musi ona przewyższać wszelkie wyobrażenie, jakie można sobie o niej uczynić.
W istocie, przewodniczka moja była tak doskonałej piękności i tak wspaniałej postaci, że zaraz z początku pomyślałem, że kto wie, czy to nie jest sama księżniczka. Zauważyłem także, że nosi na sobie ubiór, jaki spostrzegamy na portretach z przeszłego wieku; sądziłem jednak, że to strój dam neapolitańskich, które wznowiły tę starodawną modę.
Weszliśmy naprzód do komnaty, gdzie wszystko było z lanego srebra. Posadzka składała się ze srebrnych kwadratów, jednych polerowanych, innych matowych. Obicia ścian, także z lanego srebra, imitowały adamaszek: tło miały polerowane, a deseń matowy. Plafon przypominał rzeźbione sufity starych zamków. Lamperie, brzegi obić ściennych, świeczniki, ramy i skrzydła drzwi zadziwiały wykończeniem dłuta snycerskiego.
– Panie Romati – rzekła mniemana dama dworu – zbyt długo zatrzymujesz się nad tymi drobnostkami. Jest to tylko przedpokój przeznaczony dla pieszej służby księżniczki. Nic na to nie odpowiedziałem i weszliśmy do drugiej komnaty, podobnej kształtem do pierwszej, wyjąwszy, że wszystko, co tam było ze srebra, tu było złociste, z ozdobami z tego cieniowanego złota, jakie było w modzie przed przeszło pięćdziesięciu laty.
– Ta komnata – mówiła dalej nieznajoma – należy do szlachty dworskiej, marszałka i innych urzędników naszego dworu; w pokojach księżniczki nie zobaczysz ani złota, ani srebra, panuje tam zupełna prostota – możesz to poznać już z tej sali jadalnej. To mówiąc otworzyła boczne drzwi. Weszliśmy do sali, której ściany pokrywał kolorowy marmur, u sufitu zaś naokoło biegła płaskorzeźba, misternie wyrobiona z białego marmuru. W głębi, we wspaniałych kredensach, stały naczynia z górskiego kryształu i czary z najpiękniejszej indyjskiej porcelany. Stąd wróciliśmy znowu do komnaty dworzan i przeszliśmy do sali bawialnej.
– Oto jest sala – mówiła dama – która bez wątpienia wzbudzi twój podziw.
Rzeczywiście, stanąłem jak osłupiały i począłem naprzód przypatrywać się posadzce, która była ułożona z lapis-lazuli, inkrustowanego kamykami na sposób florencki. Jedna tafla takiej mozaiki kosztuje kilkanaście lat pracy. Wzory tafli tworzyły harmonijną całość i miały wspólny motyw główny, ale przypatrzywszy się bliżej każdej z osobna, spostrzegało się nieskończoną rozmaitość szczegółów, która jednak bynajmniej nie zakłócała wrażenia ogólnej symetrii. W istocie, jakkolwiek deseń wszędzie był jednakowy, tu jednak wyobrażał najpiękniejsze różnobarwne kwiaty, ówdzie muszle połyskujące kolorami tęczy, tam znowu motyle, dalej kolibry. Tak więc najdroższe kamienie posłużyły do naśladowania tego, co w naturze jest najpowabniejsze. W środku tej wspaniałej posadzki widniała
kompozycja z różnobarwnych drogich kamieni, otoczona sznurami wielkich pereł. Cała mozaika wydawała się płaskorzeźbą i jakby rzeczywista, zupełnie tak, jak w mozaikach florenckich.

(…)

Wtedy weszliśmy do sypialni. Była to ośmiokątna komnata z czterema alkowami, w każdej zaś stało obszerne, wspaniałe łoże. Nie było tu widać ani lamperii, ani obić. ani sufitu. Z wytwornym smakiem rozwieszony, pokrywał wszystko muślin indyjski, haftowany w misterne wzory i tak cienki, że można go było wziąć za mgłę, którą sama Arachne sprzędła w lekką tkaninę.
– Po cóż te cztery łoża? – zapytałem.
– Ażeby można się przenieść z jednego na drugie w razie, gdy upał nie dozwala zasnąć – odpowiedziała nieznajoma.
– Ale dlaczegóż te łoża są tak obszerne? – dodałem po chwili.
– Czasami księżniczka, gdy bezsenność ją trawi, ma zwyczaj przywoływania swoich kobiet. Ale przejdźmy do łazienki. Była to okrągła komnata, wykładana perłową macicą ze szlakami z korali. Dokoła sufitu zamiast draperii sznur z wielkich pereł utrzymywał frędzle z klejnotów tejże samej wielkości i wody. Sufit składała jedna wielka szyba szklana, przez którą widać było pływające złote rybki chińskie. Zamiast wanny, w środku komnaty znajdował się okrągły basen, dokoła obłożony sztuczną pianką, pośród której sterczały najrzadsze indyjskie muszle.
Na ten widok nie mogłem już powstrzymać oznak podziwienia i zawołałem:
– Ach, pani, raj ziemski niczym jest w porównaniu z tą cudowną siedzibą!
– Raj ziemski! – krzyknęła młoda kobieta przerażona i prawie z rozpaczą. – Raj! czy mówiłeś co o raju? Proszę cię, panie Romati, nie wyrażaj się w ten sposób, usilnie cię o to proszę; teraz pójdź za mną.
Natenczas przeszliśmy do ptaszarni, napełnionej wszelkimi rodzajami ptaków podzwrotnikowych i wszystkimi miłymi śpiewakami naszego klimatu.

(…)

Natenczas otworzyła drzwi i znaleźliśmy się w obszernych podziemiach, w głębi których połyskiwało jak gdyby srebrne jezioro, które w istocie było z żywego srebra. Księżniczka klasnęła w dłonie i spostrzegłem łódkę, kierowaną przez żółtego karła. Weszliśmy do łodzi i wtedy dopiero poznałem, że karzeł ma twarz ze złota, oczy diamentowe i usta z koralu. Jednym słowem, był to automat, który za pomocą małych wioseł krajał fale żywego srebra z niesłychaną zręcznością i pędził łódkę naprzód. Ten nowego rodzaju przewoźnik wylądował z nami u stóp skały, która otworzyła się, i znowu weszliśmy do podziemia, gdzie tysiące innych automatów przedstawiło nam najdziwaczniejsze widowisko. Pawie roztaczały ogony wysadzane drogimi kamieniami, papugi ze szmaragdowymi piórami ulatywały nad naszymi głowami, Murzyni z hebanu na złotych półmiskach przynosili wiśnie z rubinów i winogrona z szafirów – nieskończona ilość zadziwiających przedmiotów napełniała te cudowne sklepienia, których końca oko nie mogło dojrzeć.
Natenczas, sam nie wiem dlaczego, znowu wzięła mnie chętka powtórzenia tego nieszczęsnego porównania o raju, aby przekonać się, jakie wrażenie słowo to sprawi tym razem na księżniczce.
Ulegając więc nieszczęsnej ciekawości, rzekłem:
– W istocie, można powiedzieć, że pani posiadasz raj na ziemi.
Księżniczka jednak najwdzięczniej mi się uśmiechnęła, mówiąc:
– Ażebyś lepiej mógł sądzić o przyjemnościach tej siedziby, przedstawię ci sześć moich służących.
Przy tych słowach dobyła złoty klucz zza pasa i otworzyła ogromny kufer, pokryty czarnym aksamitem ze srebrnymi ozdobami. Gdy wieko odskoczyło, ujrzałem wychodzącego kościotrupa, który zbliżał się ku mnie w groźnej postawie. Dobyłem szpady, ale kościotrup, wyrywając sobie lewą rękę, użył jej zamiast broni i z wściekłością na mnie napadł. Broniłem się dość dzielnie, gdy wtem drugi kościotrup wylazł z kufra, wyłamał żebro pierwszemu i z całej siły uderzył mnie nim w głowę. Pochwyciłem go za szyję, ale obwinął mnie kościstymi rękoma i chciał powalić na ziemię. Nareszcie zdołałem się go pozbyć, gdy wtem trzeci kościotrup wywlókł się z kufra, i złączył z dwoma pierwszymi. Za nim pokazały się jeszcze trzy inne. Wtedy, nie mając nadziei wyjścia zwycięzcą z tak nierównej walki, padłem na kolana przed księżniczką i prosiłem ją o miłosierdzie.
Księżniczka rozkazała kościotrupom wrócić do kufra, po czym rzekła:
– Romati, pamiętaj, abyś nigdy w życiu nie zapomniał tego, co tu widziałeś.
W tej samej chwili ścisnęła mnie za ramię, uczułem się sparzony aż do kości i zemdlałem.

(…)

*

PINK NOT DEAD!

maurycy



Pink Aragonite Carved Crystal Skull, 5.0″ by Skullis

*
Jan Potocki

Rękopis znaleziony w Saragossie

tekst oparty na przekładzie Edmunda Chojeckiego z roku 1847

przygotował, posłowiem i przypisami opatrzył Leszek Kukulski

Czytelnik, Warszawa, 1965

Wydanie III poprawione

check also:

FOREVER PINK

SWEET SKULL

LACE SKULL

X RAY PINK

NEKRO PINK

REST IN PINK

&

2.8″ Ruby Zoisite Carved Crystal Skull

3.0″ Ruby Zoisite Carved Crystal Skull

SWEET WOOKIEE

Gggggrrrrrr rrrraaaahhh rrrrrrggghhhhnn!





Chewbacca Portrait Plate by BeatUpCreations, Altered Antique Plate, 2010 (?)

Dear PINK’s

I fancy porcelain tunning. Some years ago I make entrance on Le Garage Pierre Blanc. Today casually I found a few* Chewbacca plates. He’s the sweetest wookiee ever! No doubt about it 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

*
Chewbacca Portrait Plate 3

Chewbacca Portrait Plate 2

check also:

PINK METAL

PINK VADER

DARTH PINK AGAIN

PINK SIDE OF THE FORCE

STORMTROOPER LOVE

BUNNY BOY

When someone is completely enclosed in pink fuzzy fur, they have no race, age or gender.



Bunny Boy, Nick Cave, 2009 [photo by James Prinz]

Dear PINK’s

I saw this creature first at Air France magazine (featured as le géant échevelé) during my last flight to Mexico. It appeared there because of Lille 3000 festival*. It was one of those brief notes that tell U nothin’ but point Ur attention at somethin’ which finally isn’t that bad. It looked sort of ghoulish and I liked it at the first sight but I was quite surprised to read that Nick Cave is the author. Nick Cave** doin’ fluffy costumes? WTF but well I remember “Paris Match” article with photographs of Sylvester Stallone paintings so finally why not. Once at the ground, my jet lag more or less controlled I found out that this is completely different Nick Cave. I have no time to investigate deeper but the guy seems pretty clear with his goals and his soundsuits surely are amazing, specially in movement – it make me think of some of the creations of my favorite Spanish designer and friend Carlos Diez Diez (Collection 2008/09 – based on similar bird alike floating feather experience) but taken to a different level.

PINK NOT DEAD!

maurycy

* and Lille will always mean Milady Winter ❤ for me.

** Oh! My Birthday Party EP, lost along with first Suicide and PIL bootleg in Wilanów’s Dark Waters… Snif…

check also:

Giant Pink Rabbit by Gelitin

RADIGUET II

…miał dokładnie swoje lata. A jeśli ze wszystkich pór roku wiosna najbardziej jest twarzowa, jest to jednocześnie strój do noszenia najtrudniejszy.



Raymond Radiguet at the age of fifteen by Jean Cocteau

Dear PINK’s

Moja meksykańska biblioteka pozostaje jeżeli nie w diasporze to przynajmniej w dość nieciekawej sytuacji obozu dla uchodźców. Odbierałem dziś od mojej przyjaciółki Marii trochę książek – niewiele coś około 50 tytułów ale jednak swoiste crème de la crème: dwa śliczne wydania Fizjologii miłości Remy de Gourmonta, cały mój zbiór Pierre Louÿsa, Pochwałę piersi kobiecych – głównie półskórki, smakowite introligatorskie oprawy. Prosiłem, żeby je postawiła na półeczce bo bałem się, że wyniesione na stryszek mogą zawilgnąć w czasie pory deszczowej – nie wziąłem jednak pod uwagę, że ma tam mieć miejsce remont kapitalny i że jakieś nienawykłe do literatury pięknej, spracowane dłonie będą przenosić moje skarby z miejsca na miejsce. W rezultacie Arabeski E.A.P. z księgozbioru JWG mają na okładce wgniecenie jakby nimi rzucano o ścianę a dopiero co oprawiony w skórę Marco Polo (egzemplarz moich rodziców, który dostarczył nam wszystkim wiele radości a poległ na karaibskiej plaży) wygląda jakby z uporem godnym lepszej sprawy ktoś po nim smyrał pumeksem… Moja meksykańska rzeczywistość obfituje aktualnie w dużo poważniejsze problemy (rozwód to nie bajka) ale mimo to ten mały bibliofilski dramacik napsuł mi trochę krwi :} Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło: ponieważ przy okazji zaginął także Bal u hrabiego d’Orgel, którym po raz kolejny namiętnie zaczytywałem się w roku ubiegłym zacząłem bezsenną nocą ryć w sieci wokół Radigueta. W efekcie natrafiłem na kuriozalną pornograficzną pozycję Vers Libres* z przyjemnymi acz wysoce niemoralnymi ilustracjami przypisywanymi Rojanowi**. Przy okazji wypatrzyłem sporo innych smakołyków, poczynając od ilustrowanych wydań rozmaitych obscenicznych pozycji mojego ukochanego Louÿsa a kończąc na opatrzonym ślicznymi, choć w moim odczuciu nieadekwatnymi, ilustracjami wydaniu Chwili ulotnej Dominika Vivant De Nona. Przejrzałem też sporo fotek Radigueta i uświadomiłem sobie, że na wielu wygląda on na dość złośliwego gnoma. To symptomatyczne, że na większości poświęconych mu stron (włączając w to odsłony na tym blogu) powtarzają się te same “piękne” wizerunki (portrety naszkicowane przez Picassa i Cocteau, romantyczna fotografia zadumanego młodego człowieka) – proza Radigueta jest tak prosta, subtelna i przejmująca, a jego przedwczesna śmierć tak doskonale nadaje się do idealizacji, że po prostu nie sposób pogodzić się z faktem by miał być brzydki czy wręcz antypatyczny. Trafiłem też na kilka zabawnych fotek Radigueta i Georgesa Aurica z lata 1921 – chłopaki kąpią się nago***, fotografował ktoś bliski – prawdopodobnie Cocteau. Postanowiłem więc, że skoro i tak spać nie mogę podzielę się z państwem tymi smakołykami. Poniżej moje ulubione cytaty z Balu u hrabiego d’Orgel – nie wszystkie można uznać za “różowe” ale myślę, że i tak warto poświęcić im chwilę uwagi. Radiguet może i był bardziej nieznośny niż byśmy chcieli ale na pewno był geniuszem – naprawdę nie ma lepszych książek o miłości.

PINK NOT DEAD!

maurycy

Należy bowiem zrozumieć, że panna Grimoard de la Verberie stworzona by żyć w hamaku pod wyrozumiałym niebem, nie posiadała broni, jakiej nie brak kobietom Paryża i skądinąd, niezależnie od ich pochodzenia.

str. 8

Mahaut wzrastała w Verberie jak dzika liana. Jej uroda, jej umysł nie rozwinęły się w ciągu jednego dnia, lecz za to rozwijały się bardzo pewnie. Prawdziwą czułość znajdowała Mahaut u starej Murzynki Marii, którą w rodzinie Grimoardów wypożyczano sobie jak przedmiot; była to czułość służebna, to znaczy najbardziej zbliżona do miłości.

str. 10

Paweł był przeświadczony, że udało mu się stworzyć pewną postać; w rzeczywistości ograniczał się do tego, że nie zwalczał swoich przywar.

str. 13

Wydawała mu się piękna, wzgardliwa i nieobecna myślą. Rzeczywiście była nieobecna; prawie nic nie potrafiło oderwać jej myśli od hrabiego. Jej sposób mówienia miał w sobie coś szorstkiego. Ten głos o surowym wdzięku naiwnym wydawał się ochrypły, męski. Bardziej niż rysy głos daje świadectwo rasie.

str. 17

W czasie wojny miał możność zetknąć się z ludźmi z różnych klas. Dlatego wojna go bawiła.

str. 19

Po zawieszeniu broni modne były zabawy na przedmieściach. Każda moda, podyktowana koniecznością a nie dziwactwem, jest rozkoszna. Surowość policji zmuszała do tej ostateczności tych wszystkich, którzy nie umieją kłaść się wcześnie spać. Tańce za miastem odbywały się nocą. Kolację jadało się niemal na trawie.

str. 22

Gapie tworzący szpaler przylepiali nosy do szyb pojazdów, żeby lepiej widzieć właścicieli. Kobiety udawały, że te katusze są czymś rozkosznym. Guzdralstwo akcyźnika przedłużało je nadmiernie. Ta lustracja, ta pożądliwość przez szybę dawała co strachliwszym zaznać lekkiego zawrotu głowy jak w Grand Guignolu. ten motłoch to byłą rewolucja niegroźna. Parweniuszka czuje, gdy ma naszyjnik na szyi; trzeba było jednak dopiero tych spojrzeń, by elegantki poczuły perły, którym ten nowy ciężar dodawał wartości. oprócz nierozważnych były też i nieśmiałe; i te, jakby zziębnięte, podnosiły do góry sobolowe kołnierze.

str. 23

Pod gazową latarnią, w wieczorowej sukni i w diademie na głowie, księżna d’Austerlitz drygowała szoferem, śmiała się, fukała na zebranych.

(…)

Co do księżnej d’Austerlitz, to pod tą latarni, której światło korzystniejsze dla niej było niż blask żyrandoli, była wspaniałą. Kręciła się, otoczona ulicznikami, z taką swobodą, jakby zawsze żyła w ich towarzystwie.

str. 24

Czy to przodkowi swemu marszałkowi Redout, we wczesnej młodości subiektowi u rzeźnika, zawdzięczała Hortensja tę karnację zbyt bogatą, te kędzierzawe włosy, które nasuwają nam czasem myśl, że są może wynikiem obracania się pośród surowych mięs. Poczciwości kobieta, zyskiwała sobie sympatię pospólstwa, w oczach, którego byłą kobietą piękną. Poczciwości kobieta, a i poczciwości prawnuczka, gdyż nie tylko nie wypierała się swojego pochodzenia, ale oddawała marszałkowi cześć nawet w miłości. Lubiła krzepę Hal, a tymczasem zarzucano jej, że ma niezdrowe apetyty!

str. 25

Gérard, dawny krupier, był jednym z dwóch czy trzech ludzi, którzy w czasie wojny dostarczali rozrywek paryżanom. Jako jeden z pierwszych zorganizował potajemne dansingi. Tropiony przez policję i obawiając się jej bardziej dla dawnych swych sprawek niż dla obecnego łamania przepisów, zmieniał lokal co dwa tygodnie.
Kiedy zwędrował już cały Paryż, on to właśnie przeniósł dansingi z wynajętych pokojów do domków na przedmieściu. Najbardziej znany był domek w Neuilly. Przez wiele miesięcy eleganckie pary froterowały podłogę tego domu zbrodni, odpoczywając między jednym a drugim tańcem na żelaznych krzesełkach.
Gérard, upojony sukcesem, postanowił wówczas rozszerzyć swe przedsiębiorstwo. Wynajął za absurdalną cenę olbrzymi pałac w Robinson, zbudowany przy końcu ubiegłego wieku na polecenie obłąkanej, córki słynnego fabrykanta perfum Duca, tego samego, który korzystając z gry słów przyozdobił swe prospekty i etykietki koroną diuka.
Korona ta widniała również na bramie i na frontonie pałacu, w którym panna Duc do końca życia trwałą w oczekiwaniu na niewiernego cygana.
Parę kilometrów za rogatką Orleańską mężczyźni zaopatrzeni w latarki kieszonkowe wskazywali automobilistom drogę do pałacu.

str. 28

W Paryżu Mirza pokazywał się w świetle frywolnym. Przypisywano temu księciu zmysł zabawy. Powód tego był prosty: jeżeli gdzieś było smutno, Mirza zawracał z drogi. Łowca niestrudzony, nie upierał się nigdy; zajadłość z jaką tropił szczęście, rozkosz, dowodziła najlepiej, że ich nie posiadał.

str. 30

Pani Forbach poślubiła w roku 1860 posiadacza ziemskiego z Prus, von Forbacha, alkoholika, kolekcjonera przecinków. Kolekcja ta polegała na zaznaczaniu przecinków zawartych w wydaniu Dantego. Suma nigdy się nie zgadzała. Pan von Forbach niestrudzenie zaczynał od nowa. Jako jeden z pierwszych zbierał też znaczki, co w owych czasach uchodziło za szaleństwo.

str. 41

W salonie palił się ogień. Widok kominka obudził we Franciszku wspomnienia ze wsi. Płomienie topiły lód, który, czuł to, zaczynał go mrozić.
Przemówił. Przemówił prosto. Ta prostot zaszokowała z początku hrabiego d’Orgel, jakby wykluczała go z udziału w rozmowie. Nie pomyślał nigdy, by ktoś mógł powiedzieć: “Lubię ogień.” Za to twarz pani d’Orgel, przeciwnie ożyła. Siedziała na skórzanej ławeczce górującej na metalową osłoną kominka. Słowa Franciszka orzeźwiły ją jak bukiet polnych kwiatów. Rozwarła nozdrza, wciągnęła głęboko powietrze. Otworzyła zaciśnięte wargi. Oboje zaczęli mówić o wsi.

str. 50

Franciszek spojrzał na matkę nowym okiem. Nigdy dotąd nie zauważył, że jest młoda. Pani de Séryeuse miała trzydzieści siedem lat. Wyglądała na jeszcze mniej. Lecz tak samo jak jej młodość, i uroda nie rzucała się w oczy. Może dlatego, że nie była współczesna?

str. 68

Kobiece wydaje nam się dziś tylko to, co kruche. Mocne rysy pani de Séryeuse pozbawiały ją w oczach innych wdzięku. Jej uroda nie robiła wrażenia na mężczyznach. Jeden tylko ją ocenił; nie żył już. Pani de Séryeuse trwała dla niego, jakby mieli się znów kiedyś spotkać, nie tknięta żadnym pożądliwym spojrzeniem, jakich nie mogą uniknąć nawet kobiety najuczciwsze.

str. 68

Kochając już panią d’Orgel, Franciszek bał się uczynić cokolwiek, co mogłoby się jej nie spodobać. I dlatego właśnie nie myślał o Mahaut; gdyż żadna z jego myśli nie wydawała mu się jej jeszcze godna.

str. 70

Hrabia d’Orgel rodził się do nowego uczucia. Do tej pory unikał zawsze miłości jako rzeczy zbyt ekskluzywnej. By kochać, trzeba mieć czas, a jego pochłaniały błahostki. Lecz namiętność wślizgnęła się weń tak zręcznie, że ledwo to postrzegł.

str. 78

Robił on, co tylko mógł, by rozerwać swą siostrzenicę piętnastoletnią wdowę, którą europejskie wychowanie uwolniło od obyczajów wschodu.

str. 100

Jego pochodzenie ujawniało się w momentach, kiedy najmniej można się było tego spodziewać. Któregoś wieczora, gdy cała paczka jechała aleją Lasku Bulońskiego, Mirza podrywa się nagle, wyciąga rewolwer, każe zatrzymać auto i powstrzymując oddech staje za drzewem. Zobaczył dwie łanie.
Na darmo byłoby mu tłumaczyć, że na łanie z Lasku Bulońskiego się nie poluje.
Szczęściem broń, jaką posiadał, była zbyt udoskonalona, by mogła być skuteczna. Wrócił więc do samochodu, zły na swój rewolwer. Pragnął ofiarować te dwie łanie siostrzenicy i pani d’Orgel. Co najbardziej ubawiło Orgelów i Séryeuse’a, to dąsy małej Persjanki. Żałowała, że nie będzie mogła wrócić do Ritza z łupem upolowanym przez wuja.

str.101-102

Międzynarodówka istnieje od dawna, nie tam jednak, gdzie przypuszczamy. Czyż panowie mają wadzić się ze sobą dlatego, że pokłóciła się służba? Orgelowie austriaccy w ten sposób traktowali wojnę.

str. 121

Nie szedł tu za głosem pożądania: te malutkie zdrady nie dawały mu wiele. Gdyby słowo to nie było zbyt mocne, można by rzec, że Anna zdradzał żonę z obowiązku. Według niego wchodziło to w skład jego rzemiosła światowca. Jedyną przyjemnością, jaką z tego czerpał, było zadowolenie miłości własnej.

str. 122

Żaden uśmiech nie zetrze z twarzy śladów jakie zostawiło cierpienie.

str. 156

Cierpienia wysubtelniły Narumowa; poza tym był Rosjaninem: dwie racje pozwalające mu lepiej pojąć dziwaczne odruchy serca.

str. 167

wszystkie cytaty zgodne z:

Rajmund Radiguet
Bal u hrabiego d’Orgel
przełożyła Krystyna Doltaowska
PIW Warszawa 1958
wydanie pierwsze.

*

28 ręcznie kolorowanych ilustracji, 300 numerowanych egz. (1926)., drugie wydanie (1937) uzupełnione o trzy wiersze i cztery ilustracje dochodzi na aukcjach do 1600 €; przy okazji natrafiłem również na późniejszą (1939) również b. smakowitą edycję z ilustracjami przypisywanymi z kolei René Ransonowi za jedyne 200 € – to tylko tak gdyby ktoś chciał mi sprawić przyjemność 😛

**

Фёдор Степанович Рожанковский

***

Radiguet & Auric, Auvergne 1921 (01)

Radiguet & Auric, Auvergne 1921 (02)

Radiguet & Auric, Auvergne 1921 (03)

check also:

PINK IN THE FLESH

PINK SAVOIR VIVRE

Le Bal du comte d’Orgel (texte intégral)

BLACK & PINK

Macavity, Macavity, there’s no on like Macavity,
He’s broken every human law, he breaks the law of gravity.



Jamaica flying! by locaburg (Mark Alor Powell)


His powers of levitation would make a fakir stare,
And when you reach the scene of crime–Macavity’s not there!

Dear PINK’s

I’m back in Mexico. This time until November 27th.

PINK NOT DEAD!

maurycy

more locaburg:

PINK POWELL

PINK GROOM

PINK BEAST

PINK RIDE

more cats:

PINK NONSENSE

PINK CRIME

PINK HELL

PINK NONSENSE

O lovely Pussy! O Pussy, my love,
What a beautiful Pussy you are!



The Owl and the Pussy-Cat by Dan Lundberg

Dear PINK’s

Wprawdzie Dong rozświetlał swoim nosem aksamitne mroki moich lat szczenięcych ale w pamięci pozostał mi raczej niesforny negatyw Butenki niż fajność wierszyków Pana Leara. Mały acz nieuświadomiony come back w objęcia genialnego brodacza miałem w połowie lat 90-tych kiedy to malując i fotografując w piwnicy namiętnie słuchałemBright Red” Laurie Anderson. Kilka dni temu mama wsunęła mi do łapki śliczne wydanie
Księgi Nonsensu” (Ach! Mamo!, Mamo! – bez ciebie nie poznałbym ani Sabatiniego, ani De Nona, ani Alcoforado – jesteś Wspaniała! ❤) – lekkość i wdzięk learowskich strofek raz jeszcze rzuciły mnie na kolana. Postanowiłem podzielić się tą przyjemnością na pink forum tym razem jednak miast pilnie tropić różowe słówka (Sznurkiem przywiązał go do głowy / I pomalował na kolor różowy), uznałem za zasadne pozostać przy dwóch klasycznych wierszykach, które są, że tak powiem “pink by nature”: przeuroczym “The Owl and the Pussy-Cat” oraz paradoksalnie fetyszystycznym “The Pobble Who Has No Toes”. W tym ostatnim przypadku pozwalam sobie również przywołać czarujące polskie tłumaczenie Andrzeja Nowickiego. Mojemu pięcioletniemu synkowi z kolei wyjątkowo wpadł w ucho Akond ze Skwak – wcale mu się nie dziwię 🙂

PINK NOT DEAD!

maurycy

The Owl and the Pussy-Cat

The Owl and the Pussy-cat went to sea
In a beautiful pea-green boat,
They took some honey, and plenty of money,
Wrapped up in a five-pound note.
The Owl looked up to the stars above,
And sang to a small guitar,
“O lovely Pussy! O Pussy, my love,
What a beautiful Pussy you are,
You are,
You are!
What a beautiful Pussy you are!”

Pussy said to the Owl, “You elegant fowl!
How charmingly sweet you sing!
O let us be married! too long we have tarried:
But what shall we do for a ring?”
They sailed away, for a year and a day,
To the land where the Bong-Tree grows
And there in a wood a Piggy-wig stood
With a ring at the end of his nose,
His nose,
His nose,
With a ring at the end of his nose.

“Dear Pig, are you willing to sell for one shilling
Your ring?” Said the Piggy, “I will.”
So they took it away, and were married next day
By the Turkey who lives on the hill.
They dined on mince, and slices of quince,
Which they ate with a runcible spoon;

And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon,
The moon,
The moon,
They danced by the light of the moon.

The Pobble Who Has No Toes

The Pobble who has no toes
Had once as many as we;
When they said “Some day you may lose them all;”
He replied “Fish, fiddle-de-dee!”
And his Aunt Jobiska made him drink
Lavender water tinged with pink,
For she said “The World in general knows
There’s nothing so good for a Pobble’s toes!”

The Pobble who has no toes
Swam across the Bristol Channel;
But before he set out he wrapped his nose
In a piece of scarlet flannel.
For his Aunt Jobiska said “No harm
Can come to his toes if his nose is warm;
And it’s perfectly known that a Pobble’s toes
Are safe, — provided he minds his nose!”

The Pobble swam fast and well,
And when boats or ships came near him,
He tinkledy-blinkledy-winkled a bell,
So that all the world could hear him.
And all the Sailors and Admirals cried,
When they saw him nearing the further side –
“He has gone to fish for his Aunt Jobiska’s
Runcible Cat with crimson whiskers!”

But before he touched the shore,
The shore of the Bristol Channel,
A sea-green porpoise carried away
His wrapper of scarlet flannel.
And when he came to observe his feet,
Formerly garnished with toes so neat,
His face at once became forlorn,
On perceiving that all his toes were gone!

And nobody ever knew,
From that dark day to the present,
Whoso had taken the Pobble’s toes,
In a manner so far from pleasant.
Whether the shrimps, or crawfish grey,
Or crafty Mermaids stole them away –
Nobody knew: and nobody knows
How the Pobble was robbed of his twice five toes!

The Pobble who has no toes
Was placed in a friendly Bark,
And they rowed him back, and carried him up
To his Aunt Jobiska’s Park.
And she made him a feast at his earnest wish
Of eggs and buttercups fried with fish, –
And she said “It’s a fact the whole world knows,
That Pobbles are happier without their toes!”

Paluszki Okruszka

Okruszek, co nie ma paluszków u nóg,

Miał kiedyś tak wiele, jak my;

I nigdy nie wierzył, by stracić je mógł,

Jak ja bym nie wierzył lub ty.

Lecz Ciocia, co dbała o nóżki Okruszka,
Przed snem mu dawała dwie łyżki do łóżka

Wody miodowej, by wypił raz dwa –

Najlepsze lekarstwo, jakie Swiat zna!

Okruszek, co nie ma paluszków u nog,

Przez morze chciał płynąć na skos;

Lecz przedtem dokładnie, najlepiej, jak mógł,

Owinał szaliczkiem swój nos.

Bo Ciocia mówiła nie raz i nie dwa,
Ze Świat caly prawdę tę jedną zna:

Okruszka paluszków bezpieczny jest los,

O ile, o ile jest ciepło mu w nos!

I płynął Okruszek przez morze, przez toń

Tak coś ze dwanaście lat;

I dzwonił dzwoneczkiem diń-doń i diń-doń

By słyszec go mógł cały świat
.
I wszyscy Żeglarze i Admirałowie

Krzyczeli:”Ach patrzcie, ach, patrzcie ,Panowie!

Tam płynie Okruszek dwunasty juz rok,

By złowić dla Cioci najpiękniejszą z fok!”

Lecz zanim zakończył wspaniały swój łów

I zanim zobaczył znów brzeg,

Straszliwy zielony Wieloryb czy Żółw

Skradł szalik, co noska mu strzegł.

A kiedy popatrzył Okruszek na nóżki,

Co zawsze je śliczne zdobiły paluszki,

Posmutniał – a bylo mu zmartwić się czym,

Bo wszystkie paluszki zniknęły jak sen!

I nigdy już z nas nie dowiedział się nikt,

Choć gnębi od wieków to Świat:

Czy każdy z osobna paluszek mu nikł
I kto to właściwie je skradł?

I jak to tam było, choć chcemy – nie wiemy,

Czy moźe to Ryby, czy moźe Syreny?

I głowi się każdy, kto głowić ma chęć,

Jak znikło paluszków dwa razy po pięć?

Okruszka, co nie ma paluszkow u nóg,

Rybacy złowili na gwałt!

I wnet go zanieśli (choc sam chodzić mógł)

Do Cioci, by wyschnął i zjadł.

A Ciocia mu dała najlepsze przysmaczki:

Wątrobki, ozorki, półgęski, półkaczki,

I tylko mówiła: “Każdy wie, że przecież
Bez paluszków Okruszkom jest lepiej na świecie”.

tłumaczył Andrzej Nowicki

check also:

Edward Lear’s Nonsense Poetry and Art

ALICE IN PINK

PINK MUMINKI

PINK POEMS


‎عبد ل غفور

…and his Aunt Jobiska made him drink
Lavender water tinged with pink
🙂

PURE PINK

Kasztanowe włosy falami opadały jej do pasa. Oczy koloru fijołków, skryte pod długimi, podwiniętymi rzęsami śmiały się wraz z pełnymi, czerwonymi i ładnie wykrojonymi ustami.



Ryonen Pink & Pure by Petter Hegre

Dear PINK’s

Hegre-Art is yet another site from Art Porn Family started by WWW famous MET-Art – successor of Most Erotic Teens founded by Grigori Galitsin. Top Shelf Sofcore – If U are looking for pictures of mermaids it’s very likely that it could become Ur favorite fishery.

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

more Ryonen at xgirlx tumblr

TIGHT PINK

PINK NYMPHAEUM

SMOOTH PINK

CATERPILLAR PINK.

RÓŻOWE OBCASY

PINK TANK WOŁOMIN



Pink Tank, Wołomin, fot: Ivo / Gazeta.pl

Dear PINK’s

PiS-owscy włodarze Wołomina chcą zrzucić z cokołu radziecki czołg. Po nocnej akcji nieznanych sprawców T-34 zmienia kolor z frontowego na różowy. O inspirację podejrzana jest opozycyjna PO.

Polemiki z prawicą pozwolę sobie oszczędzić. Różowy czołg zawsze cieszy zdumiewa mnie jednak fakt, że autor artykułu ani słowem nie wspomina o tym, że jest to remake, mającej realny impakt polityczny, akcji czeskiego artysty Davida Černý-ego z 1991 roku.

Więcej różowych czołgów w linkach poniżej.

PINK NOT DEAD!

maurycy

check also:

PINK TANKS

PINK TANK AGAIN

PINK TOGETHER (Hełmofon)

PINK WEAPONS

PINK POX